10.03.2009

Życie po życiu a nawet przed i w trakcie

ŻYCIE PO ŻYCIU A NAWET PRZED I W TRAKCIE

Jak ktoś w życiu nie zajmował się filozofowaniem to niech odpuści sobie czytanie tego bo i tak nie zrozumie.

Jak ktoś nie potrafi zrozumieć czegoś, czego nie da się poczuć, to też już dziękuję – bo i tak nie poczuje.

Jak ktoś wyznaje jakąś religię – to z Bogiem, do widzenia.

Odpuszczę sobie krytykę istniejących hipotez i religii bo szkoda miejsca. Jadę ze swoją.

Jeśli ktoś próbował rozbierać swoje istnienie na czynniki, to musiał się zdziwić, że w ogóle istnieje. Gdyby uznał, że z innych genów to już nie byłby on – nie ma realnego prawdopodobieństwa które by mu dawało prawo do istnienia.

Więc trzeba było się skupić nad określeniem samego siebie.

JA – co stanowi o mojej istocie?

No bo gdyby tak spotkać identycznego człowieka – podobny bliźniaczo, ten sam charakter, podobne przeżycia… jednak to nie będę ja. Coś nas różni – może to co posiadamy: rodzina, znajomi, przedmioty? Nieeee… wszystko jest wymienne (jak ktoś uważa, że rodzina nie jest wymienna – to prosiłem już takich, żeby nie czytać). Właściwie wymienić można wszystko: wygląd, charakter, wspomnienia (też!), zdolności, płeć… Jedyne czego nie można wymienić…

pauza…

dla podkreślenia…

jeszcze trochę…

Jedyne czego nie można wymienić to osobista świadomość i odczuwanie istnienia. Boski walor: Jestem który Jestem. Ja. Odczuwający siebie, myślący o sobie JA, myśl scalona z odczuwaniem.

Też mi rewelacja! Każdy to wie. Każdy pewnie się czasem zastanawiał czy nie jest czasem jedynym takim na świecie. I to ma być odkrycie???

Jest!

Bo skoro to jest jedyny prawdziwy wyznacznik tego co nazywam JA (dusza, jestestwo, istnienie, życie…) – a cała reszta jest nabyta (ciało, rozum, charakter, majątek) – to stąd do odkrycia jeszcze większego.

To JA jest udziałem każdego człowieka na świecie. Pod tym względem jesteśmy identyczni! Inaczej wyglądamy, inaczej reagujemy – ale to JA mamy identyczne.

No i trochę zrobił się bałagan. Bo to czym się różnię (ciało, charakter itp.) faktycznie nie jest czymś wyróżniającym mnie z całej Ludzkości, a to co mnie wyróżnia jako absolutnie jedyny egzemplarz we wszechświecie (myśl scalona z odczuwaniem) jest dla wszystkich identyczne.

I stąd wniosek, którego da się tylko dotknąć rozumem a pozostaje poza sferą odczuwania – każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich.

To znaczy przeżyć życie na miliardy sposobów (z innym wyglądem, z innym charakterem, z innym majątkiem, w różnych czasach). To znaczy żyć tak długo, dopóki jakaś istota będzie odczuwała to boskie JA. Więc podejrzewam, że wiecznie – a zawsze jakoś inaczej.

Ale odczuć się tego nie da! To trochę okrutne – wiedzieć o wiecznym, różnorodnym życiu – ale nie móc w żaden sposób tego poczuć. Lecz na tym polega genialność całego systemu. Żeby móc poczuć, trzeba by mieć zdolność nieograniczonej telepatii i empatii – by móc poczuć cudze JA jak swoje. Ale wtedy by się niezły burdel zrobił. Pomieszane wszystkie istnienia, rozmycie osobowości i w końcu scalenie się w jedną wielowymiarową istotę.

Tak jak jest – jest lepiej. Wszystko przeżywa się miliardy razy na miliardy sposobów. Nic się nie pamięta z innych istnień, każde przeżycie jest dziewicze. Wiecznym pojedynczym życiem nie sposób się nie znudzić – a tu nuda wprawdzie się przytrafia – ale nie jest parmanentna.

No i teraz ktokolwiek odczuwająco-myślący przyszedł na świat to przyszedłem właśnie JA, niezależnie jak wyglądam, kto mnie spłodził, kto wychował – człowiek, szczur, czy kosmita. Już nie ma problemu: jak to możliwe, że akurat to ja właśnie żyję i jestem jedynym znanym mi człowiekiem, który potrafi odbierać świat z perspektywy myśli scalonej z odczuwaniem.

Na koniec mały przytyk do wszelkich teistów, który twierdzą, że bez Boga człowiek jest gorszy. Z tą teorią komukolwiek zrobię krzywdę robię ją sobie. Żadne religie tego nie przebiją.


Komentarze

Czytelnik_209 — 23:52 13-03-2009

To światopogląd do którego najlepiej chyba przystaje mechanika kwantowa. Gdzie nadrzędna wartością(stanem, zbiorem, funkcją) jest rzeczywistość nielokalna wobec której nasza zapoznana (co nie znaczy wyjaśniona) rzeczywistość jest jednym z możliwych stanów wyjętym ze zbioru nieskończenie wielu możliwości. I w tym zredukowanym to mierzalnego, poddającemu się badaniu świecie znajduje się ptaszek i oko które się ptaszkowi przygląda i dziwi. Ptaszek ma tego pecha lub przywilej ze się nie dziwi.

Nie ma zresztą co się czepiać ptaszka, skoro większość istot podejrzewanych o możliwość zdziwienia się wcale tego nie robi.

Co do Jakuba i biblijnych tyrad. Jeden z dziwiących się ptaszkowi odkrył pewna prawidłowość;człowiek nie jest stanie stworzyć ptaszka ale stworzył całe legiony Bogów.

W tym legionie sporo miejsca zajmuje właśnie pewien cieśla z Nazaretu (i dwa patyki na krzyż, doprawdy prostacka ciesiołka, co cieśla z pewnością mógłby stwierdzić).

Problemem każdego Boga jest to że ma do czynienia z człowiekiem, jeszcze większym problemem jest to ze człowiek w skali wyrażanej przez statystykę to twór (a w skali geologicznej nowotwór) bez poczucia humoru.

Braki te człowiek nadrabia rozpaczliwie przez różne formy pewności (doprawdy mierny to system kompensacji) takie jak święte książki, krowy,miejsca, ptaszki .
I mogę się zgodzić na ptaszka ale tylko z „O!!”

Czytelnik_30 — 10:43 11-08-2009

Mój miły Panie
A po cóż gdybać i myśleć właśnie o tym – też to robiłam. Czy to ma jakieś znaczenie?
cyt” żyć tak długo, dopóki jakaś istota będzie odczuwała to boskie JA. Więc podejrzewam, że wiecznie – a zawsze jakoś inaczej”
Czy nawet cała prawda o świecie czy wszechświecie uczyni Pana lepszym człwiekiem, doskonalszym, wrażliwszym. -Nie. Wiedza o istocie stworzenia niepowinna mieć wpływu na nasze życie. Czy byłby Pan innym człowiekiem gdyby Pan znał całą prawdę stworzenia i istnienia? A to co Pan wymyśli – i choć w to uwierzą miliardy osób – to czy to bedzie prawdą? – NIE.
Prawdy na pewno nigdy nie poznamy bo umysł człowieka jest ograniczony – to banalne. Myślę że jeśli jest MOC SPRAWCZ to i tak jej nie zrozumiemy naszym umysłem, tu i teraz-
a jeśli jej nie ma to czy to coś w naszym życiu zmienia. Jeśli zmienia to nie żyjemy w prawdzie tylko w iluzji.

cyt „Tak jak jest – jest lepiej. Wszystko przeżywa się miliardy razy na miliardy sposobów. Nic się nie pamięta z innych istnień, „
Skoro się nie pamięta to jakie ma znaczenie myślenie o tym.
Najważniejsze to być tu i teraz – tak naprawdę.
Odbierać każdy dzień i sycić się nim.
A co będzie – poznamy? lub nie.
Jeśli i tak na pewno nie dojdziemy do prawdziwego poznania po co budować iluzje że do prawdziwego poznania doszliśmy.

Czytelnik_03 — 19:45 11-08-2009

Lalunia, jak kto lubi.
Mi to rozumienie jest potrzebne i pewnie kilku innym osobom też. I słowo daję – mnie to zmienia.

Czytelnik_30 — 20:30 11-08-2009

Słowo Pan daje- że rozumienie tego Pana zmienia- jak zmienia? w co zmienia? Tak ostro Pan zareagował że chyba coś jest na rzeczy. Podważyłam jakąś Pana oczywistą oczywistość.

„trochę okrutne – wiedzieć o wiecznym, różnorodnym życiu – ale nie móc w żaden sposób tego poczuć”.
A skad Pan wie tylko Pan tak czuje – to Pan sobie tylko wymyślił Teorię, jedną z wielu, a może pod koniec życia wymyśli Pan inną teorię.
Filozofowanie na ten temat do niczego nie prowadzi może kiedyś to Pan zrozumie.

Fajnie Pan to sobie wymyślił to życie po życiu prosze nie myśleć że nie wiem o czym Pan pisze. Ale to tylko jakiś tam sposób na rozumienie świata.

Czytelnik_03 — 20:48 11-08-2009

Kto wie, kto wie co tam jeszcze wymyślę…
Ale na razie wszystko się zgadza.
A jak zmienia? A tak, że mimo iż jestem narcyzem, egoistą i hedonistą – patrzę na innych ludzi jak inną wersję siebie samego.
A z tego wynika już bardzo dużo. Nie do przecenienia.

Czytelnik_30 — 22:16 11-08-2009

patrzę na innych ludzi jak inną wersję siebie samego.
TEGO NIE CZUJĘ ALE PRZEŚPIĘ SIĘ Z TYM MOŻE JUTRO SPOJRZĘ INACZEJ

Czytelnik_17 — 22:12 21-10-2009

„Nawet nie próbuję polemizować – religia jest kwestią wyboru a nie argumentacji.” – kwestią wyboru jest raczej uczczenie Boga niż uwierzenie w Niego. A to, czy istnieje, to już jest, moim zdaniem, kwestia argumentacji. Tak samo jak Pan wierzy w swoją teorię, w istnienie takiej istoty rzeczy – i może Pan to argumentować. A jeśli jednak Pan wciąż sądzi, że uwierzenie w Boga jest kwestią wyboru – w takim razie uwierzenie w Pańską teorię również. Jednak w tym drugim przypadku jest Pan gotów na polemikę. A wiara w Boga też jest w pewnym sensie filozofią. Dlaczego Pan odrzuca polemikę na temat wszelkich teorii, które zakładają istnienie Boga? Co jest w tych teoriach, że nie zasługują na polemikę?

Czytelnik_03 — 04:10 22-10-2009

Staram się nie dyskutować z przekonaniami religijnymi z jednego ważnego powodu – na tych przekonaniach ludzie mają oparte całe swoje życie.
Ludzie się trzymają swojej wiary dość mocno.
No i po co dyskutować?
Każdy pozostanie przy swoim – a wszelkie dyskusje na tematy religijne tylko potęgują dogmatyzm. A gdyby jednak się niechcący udało komuś naruszyć jego wiarę – to by zburzyło mu życie.
W obu przypadkach do niczego dobrego ani ciekawego to nie prowadzi.
Z wierzącymi można ewentualnie dyskutować o tym, czy jakieś reguły religii nie są złe, lub też czy kościół dobrze je interpretuje.
Ale już o istnieniu Boga można dyskutować swobodnie tylko z agnostykami lub ateistami.

Czytelnik_17 — 19:55 22-10-2009

Może i racja. Ale może w wyniku rozmów Pan lepiej zrozumiałby podejście drugiej osoby? Nie mam na myśli, że Pan też stanie się wierzący – chodzi o zrozumienie samego podejścia.
Teraz bardziej odnośnie artykułu. Można zmienić płeć? To prawda, że można zmienić płeć ciała, ale świadomość pozostaje przecież bez zmian.
I nie sądzi Pan, że może zdarzyć się, że dwóch ludzi żyjących w takich samych warunkach, może jednak być innymi ludźmi? A czy to samo istnienie może w takiej samej sytuacji (wspomnienia, przeżycia, otoczenie i takie tam) może raz postąpić tak, a drugi raz (w drugim „wcieleniu”, znaczy się) zupełnie odmiennie?
A co z orientacją seksualną? Czy ona też jest nabyta? Nie sądzę. Jak więc można mieć zupełnie inny rodzaj świadomości?

Czytelnik_03 — 01:54 24-10-2009

Rozmowa tak ale dyskusja nie.
Dyskusja pozwala lepiej zrozumieć Swoje poglądy ale nie cudze.
Żeby zrozumieć kogoś o innych poglądach trzeba przede wszystkim posłuchać. A w dyskusji głównie się szuka kontrargumentów – jest mało miejsca na słuchanie.

Można. Zupełnie dobrze potrafię sobie wyobrazić siebie w innej płci psychicznej (gorzej z płcią ciała). Wyobrazić sobie, to nie znaczy umieć zmienić.
Ale gdyby jakieś okoliczności sprawiły, że płeć by została zmieniona (psychicznie i cieleśnie) – czy to by znaczyło utratę świadomości własnej osoby? No nie.
Czy z nagłą zmianą orientacji seksualnej człowiek przestaje istnieć i staje się inną osobą?

A 2 nawet takich samych osobników żyjących w podobnym środowisku potrafią się mocno różnić – patrz bliźniaki.
Gdyby założyć (jak uważa kościół) że człowiek zaczyna się w momencie zapłodnienia to jest dokładnie ten sam człowiek w 2 egzemlarzach.

Czytelnik_05 — 15:52 26-10-2009

Jestem teistą, ale ogólnie to, co piszesz mi się podoba.
Właściwie pasuje mi to do „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” jedno z dwóch najważniejszych przykazań. A idąc dalej kolejny cytat „Kochaj i rób co chcesz” i stąd już blisko do raju 🙂

Ale jeszcze o tym, co napisałeś.

Dla mnie jest pewna nieciągłość w toku rozumowania:
To, że to co czyni nas unikatowym to właśnie to Ja (myśl scalona z odczuwaniem.). To jest coś, co każdy ma własne i oczywiście bliźniacy jednojajowi, co mają identyczne DNA to JA mają unikatowe – swoje własne. Powiem więcej, jeśli udałoby się stworzyć maszynę do kopiowania ludzi to oryginał oraz nowo powstała kopia od razu mieliby dwa odrębne unikatowe JA.

Teraz tak piszesz:
„To JA jest udziałem każdego człowieka na świecie. Pod tym względem jesteśmy identyczni! Inaczej wyglądamy, inaczej reagujemy – ale to JA mamy identyczne.

No i trochę zrobił się bałagan.
Bo to czym się różnię (ciało, charakter itp.) faktycznie nie jest czymś wyróżniającym mnie z całej Ludzkości, a to co mnie wyróżnia jako absolutnie jedyny egzemplarz we wszechświecie (myśl scalona z odczuwaniem) jest dla wszystkich identyczne.

I stąd wniosek, którego da się tylko dotknąć rozumem a pozostaje poza sferą odczuwania – każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich.”

Przepraszam, ale dla mnie ten wniosek jest zupełnie niezgodny z rozumem (przynajmniej moim).
To tak jakby mieć sto takich samych piłek, te piłki są identyczne i na tej podstawie powiedzieć, że te wszystkie piłki są jedna piłką i ta piłka jest wszystkimi piłkami A właśnie, że nie, bo każda jest osobną piłką pomimo, że są identyczne każda jest oddzielna.
Każdy ma takie samo JA (identyczne tylko względem tego że unikatowe) i to właśnie czyni ludzi oddzielnymi, unikatowymi. Wszechogarniające wszystkoudczuwanie jest tak czy inaczej pewną definicją Boga i tyle („nieograniczonej telepatii i empatii …wielowymiarową istotę”).

Piszesz, że „Z tą teorią komukolwiek zrobię krzywdę robię ją sobie”, ale też piszesz, że „Nic się nie pamięta z innych istnień” może i robisz krzywdę sobie, ale właściwie tego tak nie odczuwasz, bo innych Ja nie znasz.

Chmm to tyle.

Czytelnik_03 — 19:45 28-10-2009

Problem jest w odczuwaniu. Jeśli robię komuś krzywdę a nie odczuwam – to zaczyna brakować hamulca.
Wierzacy maja jako hamulec m.in. dekalog.
Niewierzący mają prawo, zasady moralne i osobiste poczucie przyzwoitości.
U jednych i drugich hamulec jest jednak oparty na pewnym odczuwaniu – dyskomforcie poczucia że zostały złamane zasady. I to sprawia, że hamulec działa.
Ja tu mam też podobny hamulec – z tym, że jeszcze mniej oparty na odczuciach. Co zmusza mnie do stałej kontroli poprzez rozum – bo na odczuciach nie mogę polegać.
Akurat to mi odpowiada – bo lubię myśleć. Mam szacunek do uczuć ale nie ufam im do końca. Zbyt wiele odziedziczyliśmy po okresie zwierzęcym.

Czytelnik_05 — 14:45 29-10-2009

Teraz jest chyba mowa o sumieniu i o tym kto jak je kształtuje. Dla wierzących jest to między innymi dekalog ale do kształtowania bardziej nadaje się kazanie na górze. W każdym razie nacisk trzeba postawić na kształtowanie sumienia głównie przez rozum ale również przez współodczuwanie. Jeszcze jedno dopowiedzenie wierzący nie jest zwolniony z kształtowania sumienia i wybierania dobra według własnego sumienia (kształtowanego głównie przez rozum) dyrektywy Kościoła nie zwalniają od osobistej odpowiedzialności za własne sumienie.

Ale w poprzednim poście chodziło mi głównie o nieciągłość w przedstawionym wywodzie myślowym – bo wnioski jak napisałem na początku raczej mi odpowiadają.
Pozdrawiam

Czytelnik_03 — 22:05 03-11-2009

Nieciągłości nie ma.
Miałem cichą nadzieję, że sam się przyłapiesz na przykładzie z bliźniakami i maszyną do kopiowania ludzi.
Dla Ciebie rozwinę:
(zresztą całe te moje przemyślenia zaczęły się od opowiadania S.Lema w którym maszyna teleportacyjna przypadkowo skopiowała dwóch zamiast jednego)
Jeśli twierdzisz, że 2 ludzie skopiowani przez maszynę są unikatowymi osobnikami ze względu na swoje JA (bo są!) – powstaje problem: który z nich jest kontynuacją pierwowzoru?!
Który żyje jako pierwowzór, a który jest już nowym bytem?
Obaj mają takie samo prawo do czucia się konynuacją pierwowzoru. A mimo to są innymi osobnikami.
Odpowiedź logiczna jest nieubłagana: obaj są kontunuacją. Obaj są tym samym człowiekiem (tak jak miliardy innych) – ale właśnie pozbawieni możliwości odczucia tego przez posiadanie unikalnego chociaż identycznego JA.
To właśnie chciałem przekazać.
Dopóki istnieje JA W. Sikory to nie będę w stanie odczuć tej tożsamości z innymi ludźmi. ALe kiedy JA W. Sikory odejdzie w niebyt – to każde inne JA będzie równie dobre by móc powiedzieć: żyję.

Czytelnik_05 — 12:06 04-11-2009

Też pamiętam to opowiadanie i też wbiło mi sie ono w pamięć.

Piszesz :
Odpowiedź logiczna jest nieubłagana: obaj są kontunuacją. Obaj są tym samym człowiekiem (tak jak miliardy innych) – ale właśnie pozbawieni możliwości odczucia tego przez posiadanie unikalnego chociaż identycznego JA.

Zgadzam się oboje są kontynuacją, ale mają już inne JA – Od momentu powstania są już osobnymi, unikatowymi ludźmi (tak jak miliardy innych). Właściwie zgadzam się z tym całym wpisem, ale Nijak mi z tego nie wychodzi, że „każdy człowiek na świecie jest mną i ja jestem każdym z nich.”

Ale zawsze ciekawie się rozmyślało 🙂

Czytelnik_17 — 10:02 15-11-2009

Wrócę jeszcze do bliźniaków. Skoro żyją w podobnych warunkach, ale mogą być zupełnie inni – czy osobowość może zmienić się przypadkiem? Czy może to być ten sam człowiek? Do mnie ten przykład przemawia przeciw tej teorii.
I jeszcze dyskusja – to prawda, że szuka się kontrargumentów, ale jeżeli pisze się przez internet i nikt nie pogania, można sobie spokojnie pomyśleć nad poglądami drugiej strony, bez żadnej presji. Albo też nieco błędnie zastosowałem słowo „dyskusja”.

Czytelnik_03 — 12:06 04-11-2009

Bliźniacy to jest ten sam człowiek! On się podzielił na dwóch. W każdym razie materiał genetyczny jest dokładnie ten sam. Charaktery już są różne – co tylko świadczy o tym, że to są cechy nabyte a nie wrodzone. Co tu przemawia przeciw teorii?

Co do dyskusji przez internet – róóóóżnie bywa. Nie uwierzę, że rzadko spotkałeś się z ostrą wymianą postów. Czas jest tylko chęci brakuje.

Czytelnik_210 — 12:15 05-07-2011

a jesli JA nie istnieje?
a jesli JA to tylko iluzja?

Czytelnik_03 — 14:40 21-07-2011

Jeśli JA ty tylko iluzja to nie ma co sobie głowy zawracać życiem po życiu i życiem w trakcie życia.
Ale dopóki nie ma pewności, że to tylko iluzja – to na wszelki wypadek warto postępować tak jakby to nie była iluzja.

Czytelnik_01 — 16:08 26-07-2011

Jeśli chodzi o dwie identyczne kopie jednego osobnika, to w momencie pojawienia się obaj są identycznymi kontynuacjami pierwowzoru (zakładając, że maszyna do kopiowania działa w sposób idealny). W następnych momentach zaczynają się natychmiast od siebie różnić coraz bardziej, choćby ze względu na różne doświadczenia bytowe, a przede wszystkim na stochastyczny charakter przemian zachodzących w ich organizmach, co dotyczy oczywiście także ich mózgów. Co ciekawsze, nadal pozostają kontynuacjami, ale różnymi od siebie i także od ewentualnej pojedynczej, naturalnej kontynuacji pierwowzoru, gdyby nie dokonano powielenia (doświadczenia życiowe muszą mieć różne, a statystyka działa nieubłaganie). Przecież „dzień świstaka” też nie realizuje się w sposób całkowicie identyczny, tylko pojawia się naturalne rozmycie zdarzeń. Świat nie jest sztywno zdeterminowany – istnieje niepewność, która nie pozwala na dwukrotne wejście do tej samej rzeki. Tak więc obaj bliźniacy mogą o sobie powiedzieć że posiadają unikalne „ja” ale nie jest ono na pewno identyczne.

Czytelnik_03 — 19:44 26-07-2011

Prawie. Bo unikalne JA jest identyczne dla każdego (tak mi wyszło) a różnice tkwią w doświadczaniu. Inaczej doświadcza kobieta, inaczej mężczyzna, inaczej flegmatyk, inaczej choleryk…
A największym problemem pozostaje wciąż niemożność odczucia cudzego JA.
Gdyby w przykładzie z powieleniem osobników umieścić ich osobno w identycznych warunkach to przynajmniej przez jakiś czas postępowali by identycznie.
Gdyby ich identycznie poinformować o istnieniu tego drugiego – ich reakcje były by też identyczne.
Ale i tak wciąż jest ich dwóch – identycznych ale osobnych.

Czytelnik_01 — 21:03 26-07-2011

Coś w tym jest. Odczuwanie tożsamości, jaźni, „Ja” mogą być identyczne w ogólności.
Szczegółami jednak muszą się różnić.

Doświadczenie jest niemożliwe do wykonania. Możesz umieścić ich w bardzo zbliżonych (ale nie identycznych) warunkach. Wszak nie kontrolujesz wszystkiego. A już na pewno nie masz wpływu na przemiany fizyko-chemiczne w ich mózgach. A tu rządzi JW Przypadek.

Czytelnik_03 — 18:02 01-08-2011

Skoro zakładamy dwukrotne powielenie osobnika (też niemożliwe) to możemy założyć idealnie podobne warunki. Łącznie z ruchami Browna.
(nagle Ci się zachciało trzymać się realiów)

Czytelnik_01 — 15:20 05-08-2011

No właśnie chyba nie możemy porobić takich założeń, bo strzelanie z rozrzutem nie jest tylko niedoróbą, ale wręcz tkwi mocno w podstawach naszego świata i wykluczanie jej to już jest naprawdę wejście do świata baśni.

Czytelnik_03 — 16:39 05-08-2011

To jest bardzo ciekawy temat do rozważań (można długo) – ale wykracza już mocno poza temat.
Wracając do unikalności każdego JA – czy to co nas różni umiejscawia się w istocie tego JA czy w otoczce? Ja się już wypowiedziałem – i na razie nie zostało naruszone moje przekonanie.

Czytelnik_01 — 21:11 15-08-2011

Odczuwanie JA jest chyba identyczne dla ciał mieszczących pojedynczą jaźń. Różnice tkwią w otoczce.
Ale ciekawe jak odczuwają swoje JA ciała zawierające mnogie jaźnie. Na przykład schizofrenicy lub ludzie z przeciętym spoidłem wielkim.

Czytelnik_211 — 02:05 04-07-2013

Bardzo to ciekawe : )

A może było tak: bóg rozproszył się na ludzkość, abo nawet na wszystkie istoty. Jak pokrojony magnes, albo dżdżownica. Nie kreacja, tylko przeistoczenie. I wtedy wszystkie JA są nim (mną?). Zgadzałoby się.
Gdzieś, czasem w błysku jakichś oczu, przy rzadkim przeskakiwaniu iskry porozumienia, błyska mi że się w nich rozpoznaję, i że bóg mógł tak zrobić.

„- Powiedz jezcze, po co.
– Cholera wie, po co.. ” 😉

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Życie po życiu a nawet przed i w trakcie | Filozofijki | Klub Gęba