01.01.2011
ZWIĄZEK IDEALNY – URABIANIE FACETA – BŁĘDY
Facet jest prosty jak budowa cepa. Urobić nie jest trudno.
Ale istnieją stereotypy – nie dość, że błędne, to jeszcze niebezpieczne.
Zacznę od głównego stereotypu – seks w roli narzędzia wymuszenia. Ooo…! To fakt, że facet w początkowym okresie związku potrzebuje seksu i jest w stanie wiele zrobić – ale to jest konto, które szybko może się wyczerpać
Kobieta, żeby być skuteczną, musi z seksu uczynić narzędzie. Tym samym musi sama sobie odebrać spontaniczność – a to już niedobrze. Będzie miała coraz mniej do zaoferowania i facetowi i sobie. Tego się nie da ukryć (wiem, znam pogląd kobiet – że facet uwierzy w każdy udawany orgazm. Uwierzy, bo chce wierzyć – ale i tak czuje, że nie jest w porządku).
Facet, który dostaje seks jako zapłatę (no, już samo to źle brzmi) nie będzie cenił tego inaczej niż jako seks kupiony. Tu akurat za wypełnienie oczekiwań.
To może działać nawet i dość długo (zależy od fascynacji faceta seksualnością jego kobiety oraz od jego zasad, które nie pozwalają mu poszukać seksu gdzie indziej) – ale i tak się skończy cholerną pustką z obu stron – prędzej czy później.
Drugi stereotyp, że facet dla świętego spokoju może coś zrobić.
To prawda! Święty spokój oprócz akcji jest upragnionym stanem faceta. Więc to nawet działa.
Ale jak…??? Żałośnie!
Kobieta sama stawia się w roli zdrzędliwego potwora – odbierając sobie powoli a skutecznie wszelką atrakcyjność.
Wiem, że ręce opadają od słynnego, tradycyjnie męskiego „nie teraz”.
I w umyśle faceta to wcale nie znaczy „nigdy” – on tak nie myśli – chociaż tak się bardzo często w praktyce kończy. Ale facetowi się wydaje, że on to naprawdę zrobi w wolnej chwili – tylko, że zawsze ma jakieś inne istotniejsze zajęcie.
Na słynne „nie teraz” mam doskonałą receptę.
Powiedzmy – ma dokręcić kran.
Odpowiada: nie teraz, bo czytam gazetę.
Kobieta na to: o.k. rozumiem. Ale jak tylko skończysz czytać to dokręcisz? Tak?
On: No nie bardzo, bo muszę umyć samochód.
Ona: Fajnie. To jak przeczytasz i umyjesz samochód to weźmiesz się za to.
On: No nie, bo właśnie zacznie się mecz.
Ona: W porządku. To zaraz po meczu?
On: No dobra!!! To już wolę teraz! To gdzie jest ten kran?!
To jest właśnie tok (nie napiszę myśli – bo bym przesadził) skojarzeń faceta. On myśli o najbliższej chwili. Kran mu koliduje z gazetą – więc odsuwa na później, przekonany, że to zrobi. Ale jeśli mu się delikatnie uzmysłowi, że nie będzie miał spokoju dopóki tego nie zrobi – to woli mieć to z głowy jak najszybciej.
Szantaże emocjonalne, fochy, niedomówienia – tak samo jak zrzędzenie kosztują utratę własnej wartości. Na początku dla spokoju sumienia i ciała facet będzie ulegał – jednak za cenę oddalania się psychicznego.
To nie jest sposób na wzbudzenie zainteresowania. Niewiele jest tak męczących dla faceta sytuacji, jak kazać mu się domyślać. To, że ulega i się stara – to nie znaczy, że się nie męczy. I naprawdę ma ochotę zamknąć temat – jeśli tego nie robi, to znaczy, że właśnie wyczerpuje swój potencjał zaangażowania w związek.
Wiem, że to niezgodne z kobiecą naturą – ale im konkretniej do celu to autentyczne zainteresowanie dużo większe. Facetowi trzeba postawić byka do złapania, a nie chmurę komarów.
Kolejny z błędów – to minimalizowanie wysiłku.
Kobiecie się wydaje, że jak facetowi wytłumaczy jak niewielki wysiłek jest przed nim – to chętniej się za to zabierze. Błąd!
Facet aż tak głupi nie jest – i dobrze wie jaki przed nim wysiłek (a sam go jeszcze wyolbrzymia). Jeśli kobieta mu mówi, że to takie nic – to on już ma przed oczami obraz wysiłku bez żadnego docenienia.
To może się nie chcieć!
Polecam zdecydowanie przeciwny zabieg. Jeśli facet usłyszy jakie to trudne zadanie stoi przed nim, ile prawdopodobnie wysiłku – to robi w głowie szybką kalkulację: hm, babeczka nie bardzo wie, że to się da bez problemu – czyli jest okazja zaimponować (zapewniając sobie na jakiś czas i podziw i święty spokój od następnych zadań).
W tej sytuacji postara się o dość szybką realizację.
No i kibicowanie!
Kobiety niejednokrotnie stoją nad facetem podczas prac zleconych przez damską część związku i mają usta pełne komentarzy.
Facet to wojownik. Wojownik ma zakodowane: ma być szybko i skutecznie! Nie brać jeńców! Nie liczyć strat! Raz, raz!
Więc cokolwiek robi: lecą wióry, kurz, śmieci – bo zadanie najważniejsze! Babskie marudzenie go tylko wkurza.
Wojownik traktuje kogoś takiego jak piątą kolumnę. Wojownik potrzebuje okrzyków: „Dalej! Jedziesz!” a nie: „Uważaj! Co robisz?”.
Żeby wojownik uznał utrzymanie w ryzach porządku podczas zadania, to trzeba mu to zadanie połączyć z porządkiem. Doceniając oczywiście jakie to będzie trudne! A nawet sugerując, że sięga to granic niemożliwego – „czy będziesz umiał aż tak wiele?”. Większość wojowników będzie chciała umieć – bo każdy czuje się wyjątkowy.
I wtedy można kibicować: „Yes! Jedziesz! Genialnie! …momencik, podłożę gazetę…”.
…Na razie więcej grzechów nie pamiętam.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy