12.11.2012

Wykorzystywanie ludzi i Asertywność

WYKORZYSTYWANIE A ASERTYWNOŚĆ

Jestem potworem!

Całe życie staram się wykorzystywać otaczających mnie ludzi.

Proszę, namawiam, naciskam. I nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia!

Już dawno sobie wytłumaczyłem, że robię tym wszystkim ludziom przysługę. Bo robię!

Jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest potrzeba bycia potrzebnym (niegramotnie ale prawdziwie). Ciężko się żyje ze świadomością, że nikt cię nie potrzebuje, że nikomu się nie przydajesz. Bo niby każdy najbardziej sobie potrzebny, ale też chciałby, żeby inni też coś mieli z niego. Ot, takie dodatkowe usprawiedliwienie dla sensu swojego istnienia.

Najbardziej to by się chciało być kochanym i z tego powodu być potrzebnym. Bo wystarczy tylko być. Łatwe i przyjemne.

Ale wiadomo, że na miłość zawsze liczyć nie można. Więc czasem trzeba ruszyć dupę i coś dla kogoś zrobić. A nie zawsze się chce!

I tu z pomocą przychodzę ja! Mimo, że komuś nie bardzo się chce – będę prosił, naciskał aż ten zechce mi w czymś pomóc. I korzyść jest obopólna – ja mam pomoc, a ten ktoś ma uczucie, że jest potrzebny i że zrobił coś pożytecznego. Czyż nie powinienem za to pójść prosto do nieba?

Są ludzie, którym się wydaje, że dać się wykorzystać to słabość. I zapierają się jak mogą, żeby broń boże ktoś się nimi nie wyręczył. Głupie to jak kilo gwoździ! Płaczą potem po kątach, że są nieszczęśliwi, że nikt ich nie lubi, że nikomu nie są potrzebni. A czyja to wina?

Pewnie, że jest też złe wykorzystywanie ludzi – kiedy nie o pomoc chodzi, tylko żeby kimś się po chamsku wyręczyć. Ale trzeba odróżniać jedno od drugiego. Przesadna podejrzliwość wobec intencji proszącego o pomoc prędzej czy później doprowadzi do zgorzknienia.

Asertywność zbyt serio potraktowana to niestety droga donikąd. Miałem paru znajomych, którzy po kursie asertywności przestali być moimi znajomymi – bo po prostu stali się chamscy i nieużyci.

W głowie mi się nie mieści, że ludzie tracą czas i pieniądze, żeby się nauczyć czegoś, co potrafi każdy zblazoway nieużyty pierdziel. Jak tak ma wyglądać kurs asertywności to ja wysiadam.

Jak zwykle proporcje!

Asertywność to umiejętność ochrony własnych przekonań i już koniec!

Umiejętność odmawiania ma być tylko konsekwencją ochrony przekonań – a nie lekceważącego, obojętnego lub podejrzliwego traktowania proszących o pomoc. Kiedy we własnym przekonaniu spełnienie cudzej prośby będzie niemoralne lub niewychowawcze – proszę bardzo, odmawiać! Ale kiedy odmowa wynika tylko z niechęci do ruszenia dupy – no to nie ma asertywności tylko lenistwo i obojętność.

Na swoją asertywność nigdy nie narzekałem.

Od lat wykorzystuję ludzi i sam pozwalam się wykorzystywać.

I jest mi z tym naprawdę dobrze.

Lepiej być frajerem niż zgorzkniałym, nieużytym pierdołą.

I takie są moje przekonania których asertywnie będę bronił.


Komentarze

Czytelnik_14 — 14:27 15-11-2012

Nie wierzę w to że ktoś po kursie asertywności, stał się jak mówisz chamski i nieużyty. To nonsens – Przestali być Twoimi znajomymi, tak? Brawo dla nich. Najwyraźniej mieli swoje problemy, i nie mieli czasu na załatwianie Twoich. Ty widzisz to tak – ten kto nie chcę mi pomóc jest leniwy, bezużyteczny i jest poprostu chamem. PIERDOŁY – kiepski z Ciebie przyjaciel skoro nie potrafisz tych ludzi zrozumieć.
Najczęściej silniejsze jednostki wykorzystują słabsze, prawo natury. Obupulna pomoc, to dar który trafia się najlepszym przyjaciołom, i przedewszystkim dobrym ludziom. Jeśli ludzi nie chcą Ci jak Ty to nazywasz ” pomóc ” to znaczy że mają co innego do roboty, albo poprostu nie chcą dać sobie wejść na głowę. Skoro, Ty wykorzystujesz ludzi, to znaczy że to Ty tak naprawdę jesteś leniwym pierdzielem, bo zamiast brać sprawy w swoje ręce, obarczasz nimi słabszych od Ciebie psychicznie znajomych… aaa i jeszcze jedno – przysługi im nie robisz, jedynie krzywdzisz ich tym ponieważ na dłuższą metę zabierasz im ambicje i plany, bo są skazani na pomoc Tobie.
Zgorzkniałym nieużytym pierdołą, napewno nie jest ten, który spełnia SWÓJ plan i przy okazji pomaga innym. Tyle

podpis: S.

No i nie dotarło. 🙂
To nie ich plany sprawiły – bo chętnie bym pomógł, gdyby było w czym.
To był tylko wkręt z kursu, że trzeba uczyć się mocno stawiać sprawę własnego zdania.
No i było mocno. Obcesowo i niemiło. I po nic.
Z asertywnością to nie miało nic wspólnego.

P.S. Ludzie, którzy mają swoje plany – raczej potrafią je realizować pomimo tego, że pomagają innym. Najzwyczajniej są po prostu aktywni.
Ja pisząc co pisałem – miałem na myśli takich, którzy na codzień nie doceniają pozytywów wspólnych działań i dobroczynnego wpływu aktywności.

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Wykorzystywanie ludzi i Asertywność | Filozofijki | Klub Gęba