20.08.2012
UFNOŚĆ I NIEWIARA
Walnę od razu z grubej rury:
Żeby zachować w sobie ufność dziecka nie wolno w nic wierzyć!
To tylko na oko wygląda na schizofrenię. Ale ma swój sens.
Nie da się uchronić ufności jednocześnie ulegając wierze w cokolwiek. Każda teza ma swoją anty-tezę. Jeśli cokolwiek się uzna za pewnik, to nie będzie można dopuścić możliwości istnienia czegoś, co temu zaprzecza.
Żeby mieć umysł otwarty – nie można go zamykać żadną pewnością.
I tak naprawdę nic nie jest pewne. To wszystko co widzimy, odbieramy, wiemy, czujemy – to tylko nasz obraz rzeczywistości zbudowany na podstawie przeżyć, emocji, zmysłów i przekazów od innych osób. Wiele z tego jest prawdopodobnie prawdziwe – ale jeden nieprawdziwy element całości sprawia, że jako całość ten obraz jest mniej lub bardziej zafałszowany.
Na co dzień żyje się korzystając z uproszczeń – Ziemia jest okrągła a Kowalski gupi.
I to faktycznie na co dzień dobrze się sprawdza – bo nie ma co w każdym momencie rozpatrywać wszystkich możliwych alternatyw i wyjątków. Ale to są jednak uproszczenia. Większe lub mniejsze.
I z takich uproszczeń składa się obraz świata.
Wystarczy popytać ludzi – i szybko okazuje się, jak różne obrazy świata potrafią mieć. Czy ktoś się myli? Tak, wszyscy! Wszyscy korzystają z uproszczeń i różnie upraszczają. Różne uproszczenia traktują jako ważniejsze w swoim obrazie świata.
Czy są w świecie osoby pewne swojego odbierania świata? Owszem. Zwykło się ich nazywać fanatykami.
No, tacy na pewno nie mają w sobie ufności!
Ufają, ale tylko wybranej opcji.
Prawdziwa ufność nie może niczego do końca wykluczyć. A więc też nie może niczemu do końca uwierzyć!
I tylko taka ufność ma prawo nazywać się pełną.
Kocham ufać ludziom. Naprawdę. To wspaniałe uczucie – nie odwrócić się z pogardą czy lekceważeniem od kogoś, kto wygaduje przedziwne rzeczy.
Nie twierdzę, że w nie wierzę. O nie! Ja ich tylko słucham bez pogardy i lekceważenia. To wbrew pozorom nie takie oczywiste. Zazwyczaj nabyte przekonania każą uznać takie opowieści za idiotyczne a jego autora za kłamcę lub nienormalnego.
A moja ufność podpowiada mi, że być może ktoś tak właśnie widzi świat i wcale nie musi być podejrzany.
To prawda, że to jednak może być kłamca. Ale przecież nie ma pewności.
Nie ma w niczym pewności. Więc wszystko jest możliwe! Do wszystkiego można z ufnością.
Na co dzień, wiadomo, dokonuję szybkiej oceny uznając kogoś w uproszczeniu za kłamcę lub nienormalnego. Ale wiem, że to tylko uproszczenie i mogę się mylić. A czasem poświęcę uwagę i czas na jakieś bzdury – które być może bzdurami nie są (ale ja i tak pewnie tego nie docenię). I tak dokarmiam swoją ufność.
Bo fajnie jest ufać wszystkim na świecie. Ale też ufam ludziom, którzy twierdzą, że nie wszyscy na ufność zasługują.
Sam też twierdzę, że nie wszyscy zasługują. Ale czy mogę wierzyć sobie z całą pewnością? Też nie! Ja tylko sobie ufam, że w miarę dobrze kombinuję. Jeśli ktoś mi mówi, że źle kombinuję, to też mu ufam.
I jeśli mam czas, to filozoficznie myślę sobie, że może on mieć rację.
Ale koniec końców tak na co dzień dokonuję uproszczenia, że to tylko jeden z nas ma rację.
I zawsze to jestem ja.
No bo kto?
„Prawdziwa ufność nie może niczego do końca wykluczyć. A więc też nie może niczemu do końca uwierzyć!
I tylko taka ufność ma prawo nazywać się pełną”.
Kurde, normalnie tak.Wierzyć w coś absolutnie to uspokojenie i rozleniwienie własnej refleksyjnej natury(jeśli ktoś takową posiada). Gdybyśmy każdy byt, sprawę i mrówkę na tym świecie mieli rozpatrywać z każdej strony – bo wydaje mi się, że ten kto chce zaufać rozpatruje w celu złapania harmonii, której może się trzymać by nie być zamkniętym – to strasznie byśmy się życiem męczyli.
„Ale też ufam ludziom, którzy twierdzą, że nie wszyscy na ufność zasługują. Sam też twierdzę, że nie wszyscy zasługują. Ale czy mogę wierzyć sobie z całą pewnością? Też nie!”
Wydaje mi się, że to chyba zależy od naszych własnych, prywatnych przeżyć, które albo blokują albo otwierają na to by zaufanie dawać. Osoby, które twierdzą, że nie wszyscy na ufność zasługują, jak mi się wydaje, mają oczy szeroko otwarte. To chyba kwestia doświadczenia życiowego. Niektórym w relacjach międzyludzkich sceptyczność włącza się automatycznie, a jedni nie posiadają tej funkcji wcale, gdyż jeszcze jej nie nabyli.
To nie ufność. To wiara (żeby było śmieszniej), że nie wiemy wszystkiego i próba ogarnięcia (rozumem) czegoś nieznanego.
Trochę tak trochę nie. Wiara mi się kojarzy z jakąś pewnością.
Oczywiście na codzień się posługuję jakąś wiarą uproszczoną – czyli dającą szybką pewność. A od czasu do czasu sam sobie tą wiarę podważam żeby nie popaść w ortodoksję.
Zgadzam się. Dziwne, nie?
Faktycznie zaskoczenie.
Wszak to prawie manifest agnostystyczny.
Czasem „prawie” dużo znaczy. Pewność to jest kategoria subiektywna. W nauce, filozofii, logice nie ma czegoś takiego (dobra, są filozofowie neurotyczni…). To nasza potrzeba. Żeby ją zaspokoić musimy się od niej odczepić, całkiem w myśl przedstawionej przez Ciebie dialektyki ufności i niewiary. „Kto życie straci (np. poświęci swoją potrzebę pewności) ten je zyska”. Bo zyska pewność czy też ufność w rzeczywistość, której nie da się być pewnym. Czy to agnostycyzm? Dla mnie to równie dobrze „noc ciemna”. Simone Wail pisała mądrze, że pewne odmiany ateizmu są oczyszczeniem wiary. Tak samo jak cierpienie jest oczyszczeniem miłości.
No racja, że to nie jest ta sama ufność jak u dziecka.
Dziecko jest wzorem ufności ze względu na brak doświadczeń i brak ugruntowanych przekonań – ale tu trochę się jednak te wzorce schodzą – chociaż rzeczywiście wynikają z różnych źródeł.
Myślę, że nie ma co toczyć sporu czy dojrzałą ufność można nazwać ufnością dziecka. Podstawę mają tą samą – brak nienaruszalnych pewników.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy