12.08.2010

Samobójstwo

SAMOBÓJSTWO


Jakoś nie mogę się przekonać do kanonów naszej kultury dotyczącej śmierci – a szczególnie śmierci dobrowolnej.

O ile oddanie swojego życia dla kogoś innego traktowane jest jako szczytne, odważne i szlachetne – to dobrowolne zakończenie życia dla siebie samego już odbierane jest negatywnie.

Poświęcanie życia dla kogoś innego jest piękne i wzniosłe, ale jednocześnie rzadko kiedy jest w tym wyraźny sens. Szlachetny człowiek umiera za zwykłego, banalnego – rachunek słabo się zgadza. Wielki gest, który jest przede wszystkim wzniosły. To prawda, że przez to świat staje się piękniejszy a ludzie jako gatunek szlachetniejsi.

Prostsze to i bardziej medialne niż codzienne starania. Więc robi większe wrażenie i łatwiej poprawia urodę świata.

Zakończenie życia dla samego siebie już traktowane jest z największą podejrzliwością i posądzane o tchórzliwą ucieczkę przed życiem. Jasne, że to bywa prawdą. Wiele samobójstw zdarza się z powodu rozpaczliwej nieumiejętności poradzenia sobie z własnym życiem.

Ale nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka. Kultura starożytna traktowała samobójstwo jako jeden ze sposobów zakończenia życia – i nikt się w tym nie dopatrywał tchórzostwa.

W naszej kulturze samo podejrzenie myśli samobójczych u innych wywołuje podświadomą panikę i chęć zapobieżenia. Cóż, takie wychowanie – trudno mieć pretensje. Potencjalny samobójca nie będzie raczej miał okazji do porozmawiania o swoich planach – bo spotka się z reakcją histeryczną lub co najmniej nerwową. A samobójcy akurat rozmowa może być potrzebna. Myślę, że wielu samobójców mogło by przynajmniej poczekać z decyzją gdyby mieli okazję rozmawiać w miarę spokojnie o swoich zamiarach.

Ale ta histeria wokół samobójstwa raczej wyklucza spokojne podejście i szacunek dla woli przyszłego samobójcy.

Samobójstwa zdarzają się z dwóch powodów: zbyt dużej ilości bólu do zniesienia lub bardzo szarych perspektyw dalszego życia. Z bólem jest tak, że czasem da się go jakoś zagłuszyć a czasem nie. Ale nikt nie powinien nazywać cierpiącego człowieka tchórzem i głupcem – tylko dlatego, że ból był nie do zniesienia.

Natomiast czarne lub szare perspektywy życia też są zupełnie dobrym powodem, żeby nie ciągnąć tego dalej. W momencie kiedy życie staje się nieciekawe i przykre nie ma powodu, żeby psuć sobie wrażenia, ciągnąc je do „usranej śmierci”.

Problemem samobójców bywa właściwa ocena czy życie stało się nieciekawe i przykre. Czy to czasowa depresja czy stan permanentnie spadkowy? A naprawdę można się samemu oszukać. Bywa, że życie maluje się w tak szarych barwach, że nic nie wydaje się atrakcyjne. A to niekoniecznie musi być prawda.

Lecz niestety, potencjalny samobójca ma małe szanse na otwartą rozmowę i skorzystanie z mądrości otaczających go ludzi. Musi samotnie decydować czy już pora zakończyć życie.

Więc ja preferuję samobójstwo dwustopniowe.

Jeśli życie nie proponuje już w perspektywie żadnych pozytywów – nie ma co się śpieszyć z decyzją ostateczną. Samobójstwa najpierw należy dokonać na dotychczasowym życiu – rzucić wszystko: wykształcenie, dorobek, znajomych, nawet i rodzinę. No trudno! Jeśli już ktoś dojrzał do decyzji o samobójstwie – to niech najpierw ma okazję zobaczyć jak to wszystko zniknie.

Od tego co zobaczy niech zależy jego dalsza decyzja. Przynajmniej nie będzie decydował pod wpływem ciężaru codzienności i drobnych żali do życia. Odsunięcie dotychczasowego życia na dużą odległość da okazję do spokojnego zastanowienia się nad słusznością ostatecznej decyzji.

Decyzja o samobójstwie z powodu zbyt szarych perspektyw może być wywołana zwykłą depresją i byłoby nierozsądnym ulegać temu wrażeniu bez nabrania odpowiedniego dystansu.

Kolejnym argumentem za dwustopniowym samobójstwem jest okazja do oczyszczenia się z żali do życia i ludzi – dzięki temu można odejść w spokoju, a nie będąc szarpanym w ostatniej chwili przez rozterki i pretensje.

Samobójcy ze świadomego wyboru powinni odchodzić samotnie ale w zgodzie ze światem. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

P.S. (czyli dopisane później)
Sam zacząłem się zastanawiać czym jest (powinien być) szacunek dla przyszłego samobójcy – bo odwodzenie od zamiarów śmierdzi po prostu zdradą, a w najlepszym przypadku potraktowaniem jak kogoś niepoczytalnego. O szacunku nie ma mowy.

A przecież też nie chodzi o to, żeby powiedzieć takiemu: a weź się zabij, twoja sprawa – bo to dla odmiany zimny cynizm.


I jedyne słuszne rozwiązanie znajduję takie jak w przypadku nieuleczalnej choroby – zmartwieniem powiernika samobójcy powinno być przygotowanie go na śmierć – żeby nie odchodził w złości, w pretensjach… żeby przed śmiercią wybaczył tym którzy go skrzywdzili. I wybaczył też sobie wszystkie błędy. Żeby śmierć nie była aktem desperacji czy zemsty, tylko połączeniem się z absolutem (jakkolwiek kto ten absolut rozumie).
Być może wybaczenie go odwiedzie, może nie… ale to już będzie jego własna decyzja – a nie manipulacja czy zdrada.


Komentarze

Czytelnik_165 — 22:46 15-08-2010

Nie rozumiem tego do końca – kto daje samobójcy prawo do decydowania kiedy ma odejść? Pomijając przypadki oczywiste (nieuleczalna, bolesna choroba itp) NIGDY nie jest za późno na zmianę życiową, NIGDY nie jest za późno na walkę z bólem (o ile mówimy o bólu psychicznym, depresji). Życie zostało nam dane, uzyskaliśmy samoświadomość, własne JA – a skoro tak, to trzeba je do oporu wykorzystać, bo nie ma pewności czy dostaniemy kolejne. Według mnie główną przyczyną większości samobójstw jest LENISTWO – bo naciśnięcie spustu trwa tylko chwilę, praca nad sobą – wiele, wiele czasu. Dlatego o wiele łatwiej wybrać to pierwsze. Łatwiej i głupiej.

Czytelnik_03 — 02:43 16-08-2010

Robo – trochę w tym za dużo frazesu. Tak chętnie oceniasz – a może jednak spróbować zrozumieć.
To nie są proste sprawy, żeby tak lekką ręką rzucać łatwe oceny.

Czytelnik_16 — 19:08 16-08-2010

Przyznaję się bez bicia, że upraszczam celowo, być może na siłę, lecz inaczej nie jestem w stanie. Jestem w stanie zrozumieć powody i motywy – ale nigdy zaakceptować tego rodzaju decyzję. Cierpienie i ból moralny powinny być motorem do działania aby sie ich pozbyć – nie motorem do ucieczki w niebyt.

Czytelnik_04 — 23:45 29-08-2010

@Robocik
Z tym „dawaniem prawa do samobójstwa” to jest to zaiste śmieszny i ciągle powtarzany slogan, nie wiedzieć zresztą po co bo do niczego nie prowadzi.
Ogólnie w twojej wypowiedzi daje się wyczuć negowanie samobójstwa na siłę,a nawet samej myśli że można się zabić w moim mniemaniu to dziecinne podejście do tematu. Co do samego upraszczania to jest bezsensowne bo to nie jest instrukcja obsługi w podpunktach i prowadzi do wielu błędów i braku zrozumienia tematu jako całości. Ogólnie za dużo oskarżeń. Z kole trochę to nielogiczne, mnie zawsze uczono, że zrozumienie prowadzi do akceptacji (ot tak dziwna szkoła filozofii).
A czepiając się tego strzelenia sobie w głowę, to rodzaj wybranego samobójstwa mówi bardzo dużo o człowieku.
Generalnie można to podzielić na szybką (błyskawiczną, bez świadomości umierania) i powolna śmierć (ze świadomością umierania) oraz bardzo wydłużoną tj wyrok jest pewny, gdzieś w jakiejś przyszłości.
Strzał w głowę – szybka w zasadzie bezbolesna śmierć, zazwyczaj pod wpływem chwili – ludzie słabi lub nie chcący cierpieć, co jakoś wydaje mi się logiczne i świadczy jednak że ktoś nie był idiotą.
Z kolei śmierć wolna, jakaś słaba trucizna, czy podcięcie sobie żył, jeśli ktoś wybiera taki sposób śmierci jest świadom do końca swojej decyzji i ma możliwość ją przerwać więc jeśli umiera to jest naprawdę zdeterminowany i wie czego chce wg. mnie należy się takim osobom pewnego rodzaju szacunek.
Z kolei trzecia grupa np. HIV/AIDS (tak są znane przypadki celowego zarażania się !) to daje ludziom swobodę do działania wiedzą że umrą i zaczynają korzystać z życia na potęgę – np. biorą kredyty i szaleją.
No i nawiązując ogólnie do artykułu Sikora, to według jego 'wyznaczników’ przykładem samobójstwo z rozsądkiem jest chociażby Petroniusz (przynajmniej tak to widzę). Jeśli śmierć jest długo planowana to wygląda zupełnie inaczej jest bardziej dystyngowana i elegancka.

Czytelnik_32 — 01:46 14-10-2010

Ojoj. Wyszło, że mam biedny za proste podejście do tak złożonego tematu jakim jest odebranie sobie życia. Jeśli jest ono brane za infantylizm – nie będę się kłócił, wolę takie dziecinne poglądy, niż komplikowanie rzeczy – w moim mniemaniu – prostych.
Wymieniłem dzisiaj filtr w kranie. Pobrudziłem się przy tym i nakląłem za wszystkie czasy, bo przerdzewiał i nie chciał wyleźć. Rozmawiałem potem przez Skype z Szanowną Rodzicielką Moją, muszę wysłać jej ważną paczkę. Dostałem odsetki za zapomniany rachunek za prąd w garażu z roku 2009, które wkurzyły mnie mocno, bo żeby tyle naliczyć, to lekka przesada, zdziercy z energetyki. Potem biegałem po lesie przy osiedlu, korzystając z dobrej jesiennej pogody. Potem kupiłem ogórki małosolne… potem… potem…
Dlaczego to piszę? Bo to wszystko co robiłem złożyło się ostatecznie na jeden dzień mojego życia. Ani lepszy ani gorszy, normalny. Czasami te dni są bardzo bolesne i w podsumowaniu przynoszą cierpienie, czasami zaś przyjemność i satysfakcję.
Nie pamiętam żebym żył przedtem, przed zaistnieniem jako ten gość którego w lustrze widuję. Wiem tylko tyle że żyję teraz, w tej teraźniejszości. Kiedy zakończę funkcjonowanie, być może będę kim innym, lub też nie będzie mnie już wcale, te dni które przeżywam, to wszystko co sobą reprezentuję, moje myśli, uczucia, pamięć, ból, szczęście – istnieje szansa, że rozpłyną się w niebycie. Nie ma dowodu, że tak będzie. Nie ma dowodu, że tak nie będzie.
Dlaczego mam to przyspieszać? Dlaczego mam na siłę przerywać swe istnienie?
Oczywiście, mam takie prawo, bo to moje życie. Pytam tylko – PO CO? Powtarzam – nic, poza ciężkim cierpieniem fizycznym nie usprawiedliwia takiej decyzji. Jest to w moim odczuciu zbyt wczesne poddanie się. Ten specyficzny kolaż myśli i uczuć wszelakich jest jedynym jaki mi dano – zejście z boiska przed gwizdkiem, bo sama gra jest zbyt brutalna, jest dla mnie opcją nie do przyjęcia. I dlatego nie rozumiem – i celowo nie chcę i nie będę rozumieć – tych, którzy robią coś takiego.

Czytelnik_03 — 03:29 19-10-2010

Robo – tyle napisałeś, żeby podsumować banałem.
Na pytanie dlaczego – odpowiedź już padła we wcześniejszych wpisach i w samym artykule.
Nie uznajesz tych odpowiedzi – Twoje prawo – ale nie wprowadzasz nic nowego.

Czytelnik_166 — 16:55 02-04-2011

Smierc jest najgorsza kiedy umierasz a ona nie przychodzi to prawda wiedzialam o czym mowie a moj powiernik tak mna manipolowal zebym starala sie wybaczyc wszystkim ale w srodku nie moglam dziecko mi umieralo w srodku kopali mnie jak sie dowiedzieli ze bylam w ciazy i nie chcieli zebym zyla zeby ono zylo zgwalcili mnie wposcili trucizne potem publicznie nie dajac rady wstrzyknelam trucizne (troche z musu ale chyba nie mialam wyjscia przeniesli mnie do astralu i tam robili ze mna co chcieli)poddalam sie bez walki zbyt wielu wrogow wokolo mnie) teraz zyje zycie ze mnie ucieka powoli oni sie smieja czuja sie jak bogowie mi pluja w twarz ja powiedzialam rozpadam sie powiernik powiedzial rozpadnijmy sie razem to nie mile tylko adekwatnie do sytuacji aby ladnie wygladalo a zarazem znaczylo tyle co ja bede zyl ty umierasz (trucizna byla oplacona przez powiernika) na koniec dali mi lalke i poszlam do windy jak wrocilam na dol otruli mnie znowu i powiernik tak mnie kopnal w brzuch ze polecialm na sciane nie moglam sie ruszyc nie pamietam co bylo dalej tylko nie moglam poznac siebie zapadle policzki kosciotrup to nie ja to nie ja extasy przy wstrzyknieciu? (raczej gwalt tylko niestety doszlam ktos mna tez wtedy manipulowal mentalnie) wciagneli mnie w gre i zabili mi dziecko a potem mnie powiernik pooszedl na na 69 z kobieta ktora zabila mnie i otruwa wlasne dzieci i innych takze przyjechala karetka respirator zadzialal potem nie pamietam co sie dzialo lezalam czy teraz chca mi pomoc nie chce pomocy od mend ktore mnie tak skrzywdzily chca spalcic dlugi aby sie usprawiedliwic przed samym soba ja mowie nie wasza wina i tak pozostanie i proscie mnie o wybaczenie nie bede miala litosci ani kszty serca dla potworow i nie jestem marionetka i nigdy nie bedzie ok mam nadzieje ze karma istnieje i ze zycie wam odda za to co mi zrobiliscie nie jestescie ludzmi

Czytelnik_66 — 14:10 11-08-2011

Gdy już nie czuje się nic, radość to luksus. Ból tylko cały czas i nienawiść do życia to jak niby żyć. Wtedy śmierć wydaje się lekiem na ból życia na ziemi, gdy walczyć już nie chcesz, a ranić bliskich też nie chcesz dłużej. Do życia nic nie ciągnie bo już nic się nie liczy i wtedy już nic nie wstrzymuje od decyzji. Obojętność zabija wszystko a żyć bez uczuć się nie da, to męka i wybór czego życia bez niczego czy śmierci jako wolność dla mózgu skoro i tak na ziemi już czuje się jak w trumnie.

Czytelnik_03 — 00:52 12-08-2011

Jednak lepiej odchodzić w zgodzie ze światem niż w bólu – bo część tego bólu się zostawia po sobie.
O zgodę można się postarać – znikając ze swojego dotychczasowego środowiska (bo tam jest wszystko co tworzy ciśnienie) i w nowym otoczeniu powinien nadejść spokój. Zamienić obojętność bolesną na spokojną.
Gdyby spokój nie nadszedł to może być jednak choroba głowy – a to może znaczyć, że odejście nie jest z wyboru, tylko rodzajem manifestacji – to już gorzej.

Czytelnik_21 — 20:34 16-08-2011

Przeczytałam dzisiaj i od razu mi się przypomniał Twój artykuł i tutejsza dyskusja nt. samobójstwa, więc podrzucam linka dla ciekawskich: : spoleczenstwo.newsweek.pl/kiedy-czlowiek-wybiera-smierc–prof–konrad-michel-dla-newsweeka,80784,1,1.html [jak nie będzie działać to dodać h t t p : / / na początku – tu nie mogłam bo mnie filtr antyspamowy przyblokował]

Czytelnik_03 — 22:59 17-08-2011

Przeczytałem, w wielu miejscach ma rację – ale jest jednak wytworem naszej kultury i dość ortodoksyjnie się wypowiada. Trochę mi tam brak większej elastyczności w myśleniu.

Czytelnik_167 — 15:25 04-10-2011

piękny i mądry traktat

Czytelnik_168 — 13:23 18-09-2012

Dziękuję ci za ten artykuł dał mi wskazówki… postaram się wybaczyć i odejdę w spokoju

Czytelnik_03 — 18:35 18-09-2012

Życie ma obowiązek być dobre, a śmierć spokojna.
Jedno i drugie zależy od nas.

Czytelnik_169 — 22:47 01-01-2013

hej mam na imię paulina jeżeli ktoś chcę ze mną porozmawiać o samobójstwie niech do mnie piszę e-mail: paullakomu@o2.pl

Czytelnik_170 — 09:52 16-01-2013

CZesc mam 24 lata i 2 nieudanie niestety próby za sobą ): Niechce mi sie juz dalej ciągnąć tego koszmaru zwanego zyciem moje to pasmo porazek i niepowodzeni nic mi sie nieudało! NAjwiększą krzywde od dziecka wyrzadzili mi najblizsi w szczególnosc moja matka króra zdechła i kurwy niezałuje! Mój ojciec to uposledzony człowiek z problemami psychicznymi całe zycie mialem przez niego wszedzie wstyd juz kurwa dalej nie moge jak ktos bedzie miał chwile i podbne problemy prosze o chwile rozmowy GG-6676175. Mówi sie do 3 razy sztuka mam nadzieje ze mi sie uda!

Czytelnik_171 — 19:13 30-06-2013

Jest taki zwierzęcy ból depresyjny, który wiedzie prosto do samobójstwa. Nie ma go z kim podzielić. Inna rzecz, że człowiek ten ból przeważnie zsyła sam na siebie, nierozsądnym życiem. Tak, że samobójstwo zaczyna się dużo wcześniej, jako proces.

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy