12.08.2010
RECEPTA NA SUKCES?
Sukces jest czymś miłym dla ucha. Nie zawsze dla życia, ale dla ucha na pewno. Więc każdy kto nie doświadczył sukcesu zwykle do niego wzdycha. Już pomińmy w jakich dziedzinach – bo tych może być naprawdę dużo.
Obserwuję różne przypadki kursów, poradników itp. Jak osiągnąć sukces – zwykle autorstwa ludzi którzy ten sukces osiągnęli.
I tak sobie myślę: Wychowują sobie konkurencję, czy osiągają w ten sposób kolejny sukces?
No i raczej to drugie. I wcale nie posądzam ich o cynizm! Oni naprawdę chcą dzielić się swoimi doświadczeniami. Ale z niewielkim skutkiem.
Obserwując kursy i poradniki stwierdzam jedną rzecz: wszystko prawda, autorzy mają rację – ale wypełnienie wymogów sukcesu jest właściwie poza możliwościami ludzi, którzy z osiąganiem sukcesów mają trudności.
Skłonność do sukcesu jest zwykle zapisana w charakterze, podparta jeszcze szczęśliwymi okolicznościami.
Czy więc nie ma żadnych recept na sukces?
Jednak jest!
Niezmiennie uznaję za receptę na sukces – antyreceptę na porażkę!
Tradycyjne recepty na sukces mówią o żelaznej konsekwencji w dążeniu do sukcesu, o żelaznych zasadach optymizmu itp. Żelazne, żelazne, żelazne… kurde… Iron man! Do dupy z taką receptą! Prawdziwym ludziom sukcesu przychodzi to samoistnie (bo taki ich mać charakter) – każdy inny musi się męczyć a wynik i tak bywa żałosny.
Można się zesrać w realizacji wszystkich wymogów – a wystarczy jeden drobiazg nie tak i wszystko psu na budę.
Ja natomiast uważam, że najpierw trzeba zrozumieć jaka jest kompletna recepta na porażkę. Co trzeba zrobić, żeby wykluczyć sukces. Ludzi którzy sukcesu nie osiągnęli jest więcej – więc pole do obserwacji jest ogromne. Każdy przypadek zaprzepaszczenia sukcesu jest nauką której nie wolno marnować.
To trzeba rozebrać na części pierwsze, zrozumieć istotę porażki – nieraz można zbłądzić, ale przy badaniu tak wielu przypadków w końcu zacznie się klarować recepta porażki.
No i wtedy co? Proste jak budowa cepa. Wystarczy wykonywać jakiekolwiek ruchy w kierunku sukcesu unikając wszystkich przyczyn prowadzących do porażki. Ku swemu zdziwieniu stwierdza się, że prowadzi to samoistnie do realizowania wskazówek z poradników i kursów – ale łatwiej i przyjemniej.
Więc dlaczego kursy sukcesu nie działają???
Po pierwsze dlatego, że mają formę nakazową. Obarczają obowiązkami często trudnymi do wypełnienia i męczącymi – a antyrecepta na porażkę opiera się na unikaniu pewnych rzeczy, co nie wydaje się aż takim ciężarem. (przykład – recepta sukcesu: odnoś się optymistycznie do ludzi od których zależy twój sukces – to nieraz pojedzie takim fałszem, że szkoda gadać. Antyrecepta porażki: Ludziom, od których zależy twój sukces, nie pokazuj swojego pesymizmu – nie trzeba wcale pokazywać optymizmu za wszelką cenę, wystarczy czasem po prostu nie pokazywać się im na oczy)
Po drugie recepty sukcesu pomijają czasem drobiazgi które mogą niweczyć wysiłki. Autor recepty nawet nie dostrzega tego drobiazgu, bo nigdy nie miał takich skłonności – a kursant ma skłonność i się wpierdzieli.
Po trzecie korzystając z recepty sukcesu pewne rzeczy przyjmuje się bez zrozumienia niuansów które potrafią być niezwykle istotne. Korzystając z antyrecepty porażki, nawet nie rozumiejąc wszystkiego do końca, można się wystrzec konkretnych złych działań razem z ich niuansami.
Po czwarte – układając samemu przepisy gry sukces-porażka rozumie się dużo dużo więcej.
Po piąte – człowiek sukcesu bazuje na swoich zaletach formułując receptę – co niekoniecznie jest jedyną drogą. Jeśli taki ktoś ma ujmujący uśmiech to może we wskazówkach radzić uśmiech – a jak ma z tego skorzystać ktoś o uśmiechu Kaczyńskiego – nie zadziała. Za to może mieć zupełnie inne zalety, których nauczyciel nie podejrzewa.
Ludzie marnują czas i pieniądze na kursy jak stać się lepszym, sprawniejszym, bardziej skutecznym. Trzeba odwrócić sens kursów: czego nie robić aby nie skazać się na porażkę…
temat korespondujacy Recepta na porażkę
Proste, Panie W.K. To dowód na to, że sukces odniósł. Do tego stopnia, że już się nawet śni ludziom.
Faktycznie. Możesz mieć Robo racje. Od tego czasu kiedy mi się to śniło mineło trochę czasu i jak narazie, niestety bardziej psychopatycznego snu nie miałem. Ale jestem pełen nadziei!
Ha! ha! bardzo mądre i prawdziwe. Właśnie majac na mysli porażke (czyli nie okazuje optymizmu, nie chwale sie zdobyczami, nie chwalę się dziećmi ani mężem itd itd ) cieszę się niesamowitym powodzeniem w pracy i wśród znajomych.
Dla mnie sukcesem jest życ na własną miare wg swoich zasad i żeby niewielu ludzi miało wpływ na kształt mojego życia. To dla mnie sukces. daje olbrzymia satysfakcję i poczucie pewności siebie. Nie mowie żeby odcinać się od ludzi ale życ tak jak chcemy i nie chodzi tu o przeliczanie tego na pieniądze, choć może to byc ważne…Sama radość z niezależnosci jest olbrzymia.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy