01.01.2011
PRZYTUL RASISTĘ
Temat już trochę nudny.
Dobrze, że zaczyna być nudny i jest coraz mniej chętnych do podgrzewania atmosfery. Co miało być powiedziane i pokazane – już było.
Może już przyszedł czas na zastanowienie.
Mamy w kraju względny spokój w sprawie imigrantów – bo rząd usztywnił stanowisko i zmian raczej nie będzie.
Po całym zamieszaniu zostali rasiści i radykalni humaniści ciągle jeszcze w gotowości – wciąż pobudzeni, ale bez pól do działania.
Pomijając radykalnych humanistów (bo ich motywacja wypływa z poczucia wyższości nad innymi i nic ich nie przekona) – chciałbym się zająć rzekomymi rasistami.
Ponad połowa kraju jest islamosceptyczna.
Tak – nie islamofobijna, ksenofobiczna – tylko sceptyczna.
Ludzie nie wierzą w dobre intencje, w łatwość wspólnego bytowania, w poszanowanie praw gospodarzy. Do rasizmu stąd jeszcze daleko. Ale ostrożność sięga zenitu.
Stawiając początkowo sprawę na ostrzu noża – bierzecie imigrantów albo nie! – zostały wymuszone deklaracje uogólniające. Bez wnikania w detale i subtelności.
A subtelności jest wiele.
No i uogólnienie stało się normą. Uogólnienie to nic innego jak stereotyp. I dojrzały takie stereotypy:
Imigranci muzułmańscy – fanatycy, pasożyty (społeczne) i dręczyciele kobiet.
Islamosceptycyzm – rasizm.
Humanitaryzm – lewactwo.
Ja chciałbym odnieść się rzekomych rasistów.
Ludzie słysząc o możliwych kłopotach opowiedzieli się za nieufnością wobec obcych.
To nie jest nic nadzwyczajnego.
Na wieść, że w kraju grasuje seryjny morderca połowa ludzi zaczyna się bać wyjść z domu. Chcociaż ten morderca zabił tylko 5 osób w całym kraju i szansa aby stać się kolejną ofiarą jest niebywale mała – strach pada na całe społeczeństwo. Większość zamyka się w domu i nie wpuszcza obcych.
I tak samo działa strach przed każdym medialnym zagrożeniem – a trzeba przyznać, że medialne zagrożenie ze strony imigrantów zostało bardzo rozdmuchane.
Rzekomi rasiści obawiają się o siebie i bliskich – i czy można mieć im to za złe?
Ich obawy to nic złego. W pierszej kolejności obawiamy się o najbliższych, dopiero gdy oni są bezpieczni, stać nas na troskę o innych.
Radykalny humanizm zdaje się tego nie rozumieć. Radykalny humanizm twierdzi, że dopiero jak stanie się coś złego, przyjdzie pora na wątpliwości. Kompletny brak szacunku dla ludzkich obaw.
Ludzie intuicyjnie się obawiają medialnych zagrożeń i intuicyjnie odgradzają się od niebezpieczeństwa.
Ci zwykli ludzie, obawiający się medialnego zagrożenia zostali szybko okrzyczani mianem rasistów, ksenofobów. Nie było wyjścia – musieli coraz intensywniej szukać dla siebie usprawiedliwienia. Stąd tak chętnie rozpowszechniane wszystkie niusy o każdym nowym zagrożeniu.
I medialność zagrożenia rosła!
Druga strona rozpowszechniała równie intensywnie niusy o nietolerancji. Tak intensywnie lasnowali tezę o upadku człowieczeństwa w kraju, że prawdziwi rasiści uwierzyli w masowość rasizmu – no i poczuli się zachęceni (faktycznie wzrosła aktywność prawdziwych rasistów).
Podgrzewanie atmosfery prowadzi wyłącznie do eskalacji.
Dopóki nie wykażemy zrozumienia dla wszystkich obaw rzekomych rasistów – dopóty będą się bronić rozpowszechnianiem „dowodów” na zagrożenie.
Nie da się uspokoić cudzych obaw oskarżeniami i wyzwiskami.
Jedynie przytulenie, wysłuchanie, zrozumienie rasisty może spowodować, że poczuje się bezpieczniej i przestanie reagować nerwowo.
Na początek wypadałoby przestać nazywać ich rasistami. I zacząć odróżniać sceptycyzm od nienawiści. Chociażby dlatego, żeby prawdziwi rasiści nie czuli się częścią większości.
P.S. Też jestem islamosceptykiem. Nie wierzę w bezproblemowe współistnienie i obawiam się skutków sprowadzenia zbyt dużych ilości imigrantów. Chociaż do histerii mi daleko.
Całe zamieszanie jednak spowodowało, że dzisiaj nawet sprowadzenie niewielkiej liczby imigrantów oznacza kłopoty – jednak nie z powodu imigrantów, tylko ośmielonych rasistów.
Za to jednak winię radykalnych humanistów (winię ich o brak szacunku dla prostych ludzi i wepchnięcie ich pod wpływy rasistów).
Bądź pierwszy, gdy otworzymy