01.01.2011
PRZECIW DEPRESJI
Znowu się będę wymądrzał i lekceważył osiągnięcia okołonaukowe – ale zauważam kolejną dziurę w postrzeganiu ważnych spraw. Psychologowie znów się nie popisali.
Być dziury nie ma – może mam pecha i nie natrafiłem. (jakby co to proszę mnie prostować)
Depresja bywa coraz większym problemem w świecie. Więc powinna być ośrodkiem zainteresowania wielu mądrych głów. I te mądre głowy powinny wszelkimi sposobami szukać recepty na depresję.
Więc patrzę co proponują mądrzejsi ode mnie. Oprócz farmakologii (daj Boże skutecznej) uwagę się poświęca motywowaniu do takiej czy innej aktywności w zakresie zapanowania nad swoim życiem.
Wszystko fajnie – tylko depresja właśnie polega na niechęci do aktywności. Nie chce się działać, wstawać, spotykać znajomych a nawet myć.
Można namawiać – ale to chyba słabo działa.
To tak samo jakby namawiać: Nie bądź w depresji, bo to ci szkodzi.
Każdy w depresji wie, że to mu szkodzi. I co? I gówno – jak mawiają prości ludzie.
Depresja przypomina objawami coś w rodzaju obrażenia się na swoje życie. Nie podoba mi się co życie ze mną robi, nie mam poczucia własnej wartości, nie mam ochoty na kontakty i aktywność.
Niedawno odkryłem, że najlepszym sposobem na obrażenie się – jest zrobienie czegoś dobrego dla obiektu, wobec którego czuje się obrazę.
Jak ktoś ci nagadał, obraził cię, zawiódł – to ty mu wyświadcz nieoczekiwaną przysługę!
Tak!
Wyświadcz mu przysługę!
Na oko wygląda kuriozalnie. Ale obrażenie się – to naprawdę jest przyznanie się do bezsilności. To wydaje się jedyną bronią, jaka jeszcze została do dyspozycji.
Ale nie.
Zawsze jest jeszcze jedna broń. Zrobić coś dobrego dla osoby, która uraziła. Ty mi źle – a ja ci dobrze!
Człowiek wtedy przestaje czuć się bezsilny. Nawet, jeśli przysługa zostaje odrzucona lub zlekceważona – pozostaje wrażenie własnej wartości, wzniesienie się ponad. Człowiek przestaje bezsilnie dyszeć chęcią rewanżu za urazę – i może się zabrać za swoje sprawy.
Podobnie będzie z depresją.
Przeciwdziałanie depresji – to robienie czegoś dobrego dla otaczającego świata.
A zrobienie czegoś dobrego – to wzrost poczucia własnej wartości, jakieś uzasadnienie sensu własnego istnienia, no i pojawia się jakiś aspekt rzeczywistości, który nie jest dołujący.
A także jest większa chęć kontaktu ze światem – dla którego zrobiło się coś dobrego.
Jeśli popatrzeć dookoła – to jest wiele okazji zrobić coś dobrego. Od wspomożenia biedaka lub chorego, po wsparcie kogoś bliskiego lub dalszego, wyświadczenie nieoczekiwanej przysługi, a nawet podniesienie śmiecia z ulicy, czy sprawienie komuś prezentu (znajomemu a nawet i obcemu).
To też jest aktywność – ale o wiele łatwiejsza niż ogarnięcie swojego życia w stanie depresji.
W depresji własne istnienie wydaje się żałosne i nie warte wysiłku.
Tzw. dobre uczynki wobec innych – są bardziej obojętne na wstępie. Więc łatwiejsze w realizacji – a też przynoszące po dokonaniu więcej satysfakcji, niż zrobienie czegoś dla swojej żałosnej osoby.
Mnogość depresji w dzisiejszych czasach jest wg mnie efektem większego wzajemnego zobojętnienia. Bezinteresowne robienie czegoś dobrego stało się niemodne.
Ta moda na interesowność pozbawiła nas naturalnego lekarstwa na depresję.
Niechże tak będzie – skoro taka moda.
Ale jak już ktoś wpadł w depresję – to niech obowiązkowo codziennie zrobi coś dobrego nie dla siebie.
Może to być uznane za niemodne frajerstwo – ale w końcu i tak to będzie zrobione coś dobrego również dla siebie. Więc to frajerstwo nie jest takie straszne.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy