23.11.2009

Poczucie krzywdy, przyjaciele i wybaczanie

POCZUCIE KRZYWDY, PRZYJACIELE I WYBACZANIE

Podobno wybaczanie jest cnotą chrześcijańską. A mi tam to tego nie trzeba chrześcijaństwa – wystarczy tylko parę zwojów mózgowych.

Nie czepiam się chrześcijaństwa, a skąd! Bardzo dobrze, że tego uczy. Ale szkoda, że się tego nie tłumaczy w sposób pragmatyczny tylko tak bardzo cnotliwie-górnolotny.

Wybaczać trzeba w swoim interesie a niekoniecznie z pobudek wyższych.

Ci, którzy lubicie być egoistami, sukinsynami – nie dajcie sobie zabrać wybaczania, to bardzo opłacalne zagranie.

Poczucie krzywdy jest destrukcyjne. Jeśli dopuści się do siebie poczucie krzywdy – to osłabia aktywność, optymizm, jasność widzenia. Człowiek owładnięty poczuciem krzywdy nie jest w stanie realizować swoich planów. Poczucie krzywdy zabiera większość myśli. Choćby krzywda była zupełnie z innej parafii to zmąci każdą dziedzinę aktywności.

Tak długo człowiek się będzie zadręczał poczuciem krzywdy dopóki się go nie pozbędzie.

Mądrzy ludzie powiadają: „nie poświęcaj ani jednej myśli komuś, kogo nie lubisz”.

Bardzo słusznie!

Poczucie krzywdy nie pozwala o niej zapomnieć. Z tego uwolnić może albo zemsta, albo wybaczenie (lub przynajmniej zapomnienie komuś).

Zemsta jest niepragmatyczna bo może wywołać eskalację krzywd. A do tego wymaga środków i możliwości. I nie zawsze istnieje pewność, że krzywda była rzeczywista (a to już aspekt moralny).

Wybaczenie jest dużo prostsze od strony technicznej – choć nie zawsze psychologicznej. Ale jeśli jest tylko możliwe – to warto.

Jest jeszcze trzecia droga – dla dojrzałych osobowości – znaleźć wytłumaczenie dla osoby której przydarzyło się skrzywdzić.

Bo takie wytłumaczenia bywają prawdziwe. Może zły dzień, może nieporozumienie, może trauma z przeszłości, może fałszywe podszepty, może próba zwrócenia na siebie uwagi, a może samemu się niechcący sprowokowało tą krzywdę…

I jak się zrozumie, że to nie wina tego który skrzywdził – to można przestać się tym zadręczać.

Niezależnie jakim sposobem można się pozbyć poczucia krzywdy – trzeba to zrobić dla samego siebie! Od razu wszystko wróci do właściwych proporcji, będzie można zająć się tym co naprawdę ważne.

Są ludzie, którzy robią kariery towarzyskie i koleżeńskie na wczuwaniu się w krzywdę bliźnich. Owija się taki wokół ofiary i sączy cały czas jak to rozumie, jak to współczuje, jak mu się w głowie nie mieści ta niesprawiedliwość…

Ofiara niczego nie podejrzewając wsłuchuje się w przyjazne przecież słowa – i wydaje się jej, że oto ma wsparcie i zrozumienie. A prawda jest okrutna – ofiara odarta z sił zostaje uwięziona w kokonie współczucia.

Nie twierdzę, że te kariery robione są świadomie. Ot, tak w prostych emocjach ktoś może rozumieć wsparcie dla drugiej osoby. Zwykle przyjaciele i koledzy też postąpią tak w naturalnym odruchu. Ofiara się nie będzie przed tym bronić, bo to przecież wyraz solidarności – a tego właśnie potrzebuje w obliczu krzywdy. Ale okazywanie solidarności w oburzeniu dłużej i bardziej niż to konieczne jest działaniem destrukcyjnym – bo umacnia poczucie krzywdy.

Wiem, że dla przyjaciela może być trudne, aby delikatnie naprowadzić ofiarę krzywdy (rzeczywistej lub subiektywnej) na myśl o wybaczeniu lub zrozumieniu. Łatwiej połączyć się w oburzeniu i współczuciu.

Ale mam apel do wszystkich, którzy uważają się za prawdziwych przyjaciół. Kiedy już będzie można, to pomóżcie spojrzeć na krzywdę inaczej – to wymaga cierpliwości, delikatności, wysiłku i może być czasem źle zrozumiane – ale to w końcu dla przyjaciół.


Komentarze

Czytelnik_80 — 23:36 26-11-2009

Piękne słowa… Gorąco polecam lekturke do przeczytania. „Ludzie toksyczni”. A ten co Cie zatruwa nie koniecznie jest zły poprostu jest inny, ma takie cechy ktore Cie niszcza i byc moze Ty tez tak dzialasz na niego, dlatego wazne jest aby zawsze mysleć o drugim człowieku pozytywnie… I czasem zastanowić sie co on chciał przez to powiedzieć to działa!

Czytelnik_32 — 21:48 30-11-2009

Działa różnie. Często mi się zdarzyło być świadkiem kłótni w której rozumiałem racje obu stron – to po prostu okropne, bo zwykle można wziąć tylko jedną stronę. Dwie osoby krzywdzą się, ja rozumiem obie, zaś one same siebie nie są w stanie. A pośrednictwo zwykle działa tak, że wina spada ostatecznie na pośredniczącego…

Czytelnik_03 — 20:52 07-12-2009

Robo – to prawie się nie zdarza, żeby tylko jedna strona była winna. Osoby postronne zwykle dostrzegają to bez trudności.

Czytelnik_32 — 01:14 28-12-2009

W takim razie prawdziwą sztuką jest – będąc stroną w sporze – umieć spojrzeć na to obiektywnie, z punktu widzenia hipotetycznej osoby postronnej. Często niemożliwe, bo zaślepiają nas nasze własne emocje, zagłuszające rozsądek. Właśnie, jak zrozumieć i wybaczyć, kiedy emocje się walą na nas z siłą wodospadu?

Czytelnik_03 — 03:58 28-12-2009

Łatwo nie jest, a właściwie nie wiem czy możliwe zanim opadną emocje.
Jedyne co można to unikać nieodwracalnych ruchów w emocjach. Żeby dało się naprawić kiedy rozum wróci.

Czytelnik_81 — 11:14 08-02-2010

Mam taka duza wade:z latwoscia przychodzi mi znajdywanie wytlumaczenia dla negatywnych zachowan innych ludzi. Z tego co tutaj przeczytalam powinnam to uwazac za swoja duza zalete, ale tak nie jest. Umiejetnosc usprawiedliwiania innych i szybkiego zapominania krzywd bardzo pomaga w byciu optymistka i w ogole w byciu osoba szczesliwa, istnieja jednak pewne granice.
Wyobrazcie sobie, ze jestescie z kims bardzo blisko w sensie emocjonalnym (nie fizycznie ze wzgledow obiektywnych). To jest ktos taki, kto o Was dba, spedza codziennie duzo czasu piszac do Was listy, rozmawiajac z Wami, zasypuje milymi smsami… jest lepszy od czekolady i slonca… Daje poczucie wyjatkowosci itd. Nagle po ponad trzech latach takiej prawie czas idyliczno-romantycznej sytuacji odkrywacie, ze ten ktos probuje podczas Waszych niezbyt czestych, ale niewiarygodnie milych spotkan, podawac Wam bez Waszej wiedzy narkotyki…Pedzicie odrazu na policje? To sie wydaje takie oczywiste, ze powinno sie tak zrobic, bo przeciez On moze robic krzywde nie tylko Wam, ale tez wielu innym ludziom. Mozliwe, ze jest wiecej takich osob, ktorym poswieca wiele godzin dziennie przywiazujac je do siebie, moze na tym wlasnie polega jego \”praca\”? Moze wszystko co robil i mowil poswiecajac Wam swoj czas bylo klamstwem?
Kiedy patrze na to obiektywnie, rozwiazanie jest takie proste, ale jesli chodzi o emocje jestem zupelnie skolowana… Musze szybko podjac decyzje, a za kazdym razem gdy mysle, zeby wybrac telefon policji chce mi sie plakac i zupelnie trace zdolnosc logicznego myslenia.

Czytelnik_03 — 17:41 09-02-2010

I tak uważam, że należy tłumaczyć innych przed sobą. Chociaż w tym przypadku trudno o jakieś sensowne wytłumaczenie. Myślę, że jeśli znajdzie się chociaż jeden powód takiego zachowania który nie jest negatywny to należy najpierw pomyśleć przez zawiadomieniem policji. Chociaż ja jakoś go nie widzę. Z każdej strony wygląda to źle.
Nawet jeśli to nie praca to i tak człowiek jest niebezpieczny.
Wybaczyć można i należy bo człowiek jest albo chory albo skrajnie cyniczny – co tak czy inaczej jest kalectwem.
Ale razem z wybaczeniem powinno pójść przeciwdziałanie ewentualnym skutkom jego działalności. I wybaczenie pozwoli się nie rozpłakać wykręcając numer policji.

Czytelnik_81 — 21:54 10-02-2010

Dziekuje za komentarz. Zgadzam sie ze wszystkim co w nim napisane.
Wczoraj w nocy zadzwonilam na policje i wytlumaczylam swoja sytuacje. Pani, ktora ze mna rozmawiala przejela sie moja sprawa i poradzila mi zebym zglosila sie na posterunek w ciagu dnia i porozmawiala z policjantami, ktorzy zajmuja sie sprawami narkotykow. Pojechalam tam dzisiaj. Policjant, ktory przyjmowal w okienku przy wejsciu na posterunek, w zasadzie juz po pierwszym moim zdaniu, powiedzial mi, ze policja w tej sprawie nic nie moze zrobic, bo same moje opisy tego jak sie czulam w trakcie spotkania i po nie sa zadna podstawa do tego zeby zaczac postepowanie… Nawet nie wiadomo do konca jak to bylo mi podane, czy w herbacie, gumie do zucia, czekoladkach, wodzie…
Nie dziwie sie, ze policja tak do tego podeszla. W sumie kazdy tak moglby sobie wejsc z ulicy i powiedziec, ze podano mu kilka dni temu narkotyki bez jego zgody…
Czulam sie nieswojo i troche idiotycznie. Wiedzialam, ze jestem malo przekonujaca i jakos nie chcialam byc bardziej. Chyba podczas tej pierwszej rozmowy telefonicznej z policja wyplynely wszystkie moje zale. Potem juz nie mialam w ogole ochoty o tym mowic.
Poradzili mi zebym po prostu przestala sie z nim kontaktowac.

Czytelnik_82 — 12:05 24-09-2010

Bardzo spodobało mi się zdanie:„nie poświęcaj ani jednej myśli komuś, kogo nie lubisz”
Kłótnie w rodzinie spowodowały całkowite zerwanie kontaktów,
pomimo tego nie ma dnia abym nie analizował tego co przyczyniło się do tej sytuacji, może to egoistyczne, ale jakoś nie mogę się dopatrzyć własnej winy. Samo myślenie o tych sprawach jest bolesne. Taka myśl, była mi bardzo potrzebna, dzięki za ten artykuł.

Czytelnik_83 — 11:49 06-05-2012

Tego nie da się wybaczyc! Mój mąż daje się przytulać innym kobietom i uważa że nic strasznego się nie stało bo to nie on tylko one tak się zachowują. Dla mnie to jest straszna zdrada, ktorą ciężko wybaczyć. Uważam,że kochający mąż nie daje przyzwolenia innym kobietom. Dla mnie to zwykłe łajdactwo!

Czytelnik_84 — 21:52 29-11-2012

Przyjaźni jako takowej nie ma. W teorii to osoby, które są bliskie ku sobie, potrafią rozumieć się bez słów czasem. Z tego co zauważyłam przyjaźń można pojąć na wszelkie sposoby. Od tych którzy po prostu nazywają się \”przyjaciółmi \” aż do takich co stoją za sobą murem w jakis okolicznościach. Jeśli krzywdzimy szukamy też winy w drugiej osobie. Mam taką słabość ,że jestem bardzo uczuciowa i przejmuję się wszytskim. Próbuję olewać wszystko z góry do dołu, ale nie mogę … Walczę z tym od dawna. Jakieś małe postępy widze. Ich kiedyś też spotka krzywda. Jestem tego pewna.

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Poczucie krzywdy, przyjaciele i wybaczanie | Filozofijki | Klub Gęba