01.01.2011
NIEPORADNI ATEIŚCI
Dla przekory przyczepię się trochę bardziej walczących ateistów. Politowanie budzi nieskładna argumentacja, przekonanie o jedynej racji w walce światopoglądowej.
Pierwszy argument ateistów jest taki, że to istnienie Boga trzeba udowodnić, jeśli dyskusja ma mieć jakiś sens.
Głupie to. Bo gdyby dowiedziono istnienia Boga, to o dyskusji już nie ma co mówić. To po pierwsze.
Po drugie.
Ateiści twierdzą, że na istnienie Boga jest tyle samo argumentów co na istnienie krasnali, elfów i innego rodzaju bajkowych postaci.
Nie ma zgody.
Bo cóż, kiedy są buty a nikt nie widział szewca? Czy szewc nie istnieje? Buty wszakże są. Więc skąd?
Co bardziej zapalczywy przeciwnik szewca zacznie wymyślać, że skóra sama przez przypadek się uformowała w buty… jakieś robaki przewlokły dratwę… i tak jakoś sama przyroda buty uformowała.
Na tym przykładzie jakoś widać, że to się nie trzyma kupy.
A zupełnie podobną argumentację przedstawiają ateiści wobec pochodzenia świata i całej jego złożoności – trzeba przyznać dość wyrafinowanej.
Trzeba uczciwie przyznać, że zmyślność mechanizmów świata jest dość imponująca – i zwalanie wszystkiego na przypadek jest kompletnym lekceważeniem obowiązku myślenia.
Żeby zobaczyć, co potrafi przypadek – proszę zmieszać piasek biały z czarnym – i rozsypując miliony razy spróbować odnaleźć jakiś sensowny wzór. Życzę cierpliwości!
Świat istnieje. Posiada złożone mechanizmy i prawa.
Więc nie od rzeczy jest pytanie o autora tego dzieła. Wolno takie pytanie zadać.
To nie jest dyskusja: próba zakrzyczenia, że żadnego autora nie ma, bo nie pozostawił innych dowodów na swoje istnienie niż tylko dzieło.
To jest tak samo bezmyślne argumentowanie jak i tej drugiej strony. Krzyk, że autor jest.
Obie strony sporu są żenujące.
Obie strony sporu powołują się na swoje autorytety. Ateiści na autorytet nauki. Naukowcy zapewne w większości różnych odkryć i badań mają rację. Ale w tych najbardziej fundamentalnych kwestiach tworzą najwyżej różnorakie hipotezy bez możliwości zweryfikowania.
Wielki Wybuch wziął się skąd? Hipotezy, hipotezy.
Czy istnienie świata ma jakiś określony cel? Hipotezy. A chyba nawet i nie.
Co stanowi istotę świadomości człowieka? Hipotezy.
Skąd się wzięło życie? Hipotezy. Ups… nie, ewolucja! Niestety, dziurawa cały czas teoria. Ewolucja oczywiście istnieje. Ale nie tłumaczy przekonująco zjawiska życia i fenomenu DNA. Deoksyrybonukleotydy nie są dziełem przypadku ale istniejącym wzorem zapisanym w materii.
Ateiści zamiast się przyznać do niewiedzy i niemożności ogarnięcia fundamentalnych tajemnic świata – produkują bajeczki na równi mądre co strony przeciwnej.
Owszem – musieliby przyznać, że może jest jakiś autor. A na to im pycha nie pozwala. Bo oni są z tych rozsądnych w odróżnieniu od omamionych fanatyków.
Otóż koledzy ateiści. Jesteście podobnie ogłupiali i podobnie zaślepieni jak wasi adwersarze z religijnych okopów. Oni wiedzą jedno a wy drugie. Z taką samą pewnością.
Pewnością w tylko swoje racje.
Skoro są buty, jest i prawdopodobnie szewc.
Tylko żaden SuperEkstraMegaSzewc.
Po prostu szewc. Może osoba, może robak a może minerał albo fala.
Ale, do nędzy, też nie SuperEkstraMegaPrzypadek!
Bo system istnieje.
A przez zaślepienie walką z Fan Clubem Pana Boga – ateiści zaczynają tworzyć równie irracjonalny Fan Club Czystego Przypadku.
Tak jakby nie mogło być innych możliwości.
Weźcie się solidnie za argumentację – bo religie podważyć nie jest trudno. Ale trzeba zacząć myśleć a nie powtarzać bzdury po swoich bardziej utytułowanych przedstawicielach.
(śledziłem tu i ówdzie argumentacje utytułowanych ateistów i aż żal bierze jakie to nieraz miałkie)
P.S.
Z powodu powtarzających się prób przekonania mnie co do siły przypadku przygotowałem dla leniwych (którym nie chce się liczyć) wizualizację.
Gdyby od Wielkiego wybuchu (13 mld lat) pracowało trylion superkomputerów z szybkością trylion kombinacji na sekundę (!) – to nie zdążyłyby do dziś wyczerpać tej dość przecież ubogiej kombinacji – jak na rysunku. (14×14 pikseli)
Zaskoczenie, nie? A wygląda tak niepozornie!
No, to wystarczy sobie policzyć – zamiast opierać się na wewnętrznym przekonaniu, że wystarczy parę miliardów lat i wszystko się zdąży wydarzyć.
Najprostszy znany łańcuch DNA ma 160 tys. par.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy