12.06.2009

Miłość Nieszczęśliwa i odkochanie

MIŁOŚĆ NIESZCZĘŚLIWA I ODKOCHANIE

Przypominam na początek definicję:

Miłość to nieracjonalne uczucie bliskości – wywołane wtórnym przeżywaniem własnych emocji – odczuwanymi jako niepowtarzalne, unikalne.


Miłości nieszczęśliwe bywają dwojakiego rodzaju – albo nieodwzajemniona (lub zawiedziona) albo niszcząca.

W obu przypadkach chciałoby się pozbyć miłości, która nic dobrego nie niesie.

Ale to niełatwe ze względu na sprzężenie emocjonalne – czyli skłonność do przeżywania na nowo tego, co się czuje.

Ba! Im bardziej chce się jej pozbyć, tym silniej ta miłość szarpie.

Bo każda chęć pozbycia się miłości powoduje, że się o niej więcej myśli. Że się przeżywa emocje na nowo. Dokładnie tak samo jak w przypadku nerwicy.
Śmiało można nazwać miłość nieszczęśliwą rodzajem nerwicy!

Miłość nieodwzajemniona również jest uczuciem bliskości (choć jednostronnym). Druga strona tak nie uważa – ale cóż…

Właściwie już nie powinno się używać słowa miłość – tylko pragnienie, obsesja, pożądanie.

Zaczyna się niewinnie, jak każda miłość. Ale dochodzi do niespełnienia przemieszanego z nadzieją. Przeżywanie własnych emocji jest tu silne jak diabli. To huśtawka nastrojów – od myślenia jak to jeszcze może się udać, do wmawiania sobie, że już nie warto.

Takie wmawianie sobie czegokolwiek – tylko potęguje obsesję, bo każe wciąż więcej i więcej myśleć.

Gdyby udało się nie myśleć – szybciej byłoby po sprawie.

Miłość zawiedziona podobnie działa – z tą różnicą, że nie działa pragnienie, obsesja – tylko poczucie krzywdy. Ale i tu jest o czym myśleć i czym się emocjonować. Z jednej strony zawód i poczucie krzywdy a z drugiej rozpaczliwa myśl, że mogło być inaczej.

Myślę, że w tych przypadkach wysiłek nad odkochaniem się jest bezcelowy (a wręcz potęguje cierpienie).

Każda próba celowego odkochania się wzmaga intensywność myślenia i przeżywania.

Myślę, że tylko wybaczenie może przynieść ulgę. W obu przypadkach!

Wiem, że to brzmi dziwnie.

Ale tak. Bo wybaczeniem się nie da ekscytować! Wybaczenie jest uczuciem wyciszającym. A tego wyciszenia potrzeba, żeby uczucie wygasło.

W przypadku miłości zawiedzionej wybaczenie zdaje się zbytkiem łaski.

Ale… nie mam na myśli wybaczenia i wpadnięcia winowajcy w objęcia – tylko wybaczenie z jednoczesnym odsunięciem się od tej osoby.

Wybaczyć – by móc zapomnieć.

W przypadku miłości nieodwzajemnionej wydaje się zaś, że nie ma co wybaczać. A jednak… wybaczyć mu (jej), że wzbudził nadzieję, że pozwolił o sobie myśleć…

Ha. A jeśli nie jemu – to sobie! Że się tak głupio człowiek zakochał.

To jest sposób żeby się skutecznie pozbyć tych szarpiących uczuć.

Bo akt wybaczenia nie jest uczuciem które można tak przeżywać.

I właśnie o to chodzi. Żeby wygasić te żywioły emocji jakie szaleją wewnątrz.

No a teraz miłość niszcząca – kiedy rzeczywiście przynosi tylko cierpienie – a nie da się jej nijak pozbyć (dokładnie na tej samej zasadzie co poprzednich)… Bardzo jej się nie chce, ale emocje działają i to jak!

Takie miłości zwykle oparte są bardzo silnie na bliskości erotycznej. Chemia! Rozsądek mówi co innego, a instynkt co innego. I ten konflikt wewnętrzny powoduje czasem szczególnie mocną huśtawkę emocjonalną. Im silniej rozum walczy z miłością tym większe rozdarcie powoduje.

Niewiele tu wybaczenie pomoże, bo trzeba by było przede wszystkim wybaczyć sobie – a na to nie zgadza się rozum.


Przyznaję, że nie widzę szczególnie dobrego rozwiązania tej sytuacji. Ale…


–>

Mam jedno, lecz dość kontrowersyjne: trzeba pozbyć się jednego z biegunów na którym jest oparte rozdarcie.

Nad instynktem raczej się nie da zapanować – więc ustąpić może tylko rozsądek.

Więc wychodzi na to (z czysto teoretycznego punktu widzenia), że należało by porzucić rozsądek (zgadzając się czasowo na panowanie instynktu – a tym samym osłabiając huśtawkę) i pozwolić działać instynktowi do momentu, kiedy na tyle się nasyci, żeby rozsądek mógł wziąć górę.

I wtedy szybką akcją uciąć całą sprawę (bez roztrząsania – bo wróci sprzężenie).


(owszem, istnieje ryzyko, że ta nowa sytuacja się spodoba – no to wtedy warto się zastanowić, czy czasem rozsądek zbyt nie przesadzał)

To są wszystko tylko rozważania teoretyczne nie poparte żadną praktyką ani wiedzą. Ale kto wie… może prawdziwe.


Komentarze

Czytelnik_42 — 10:03 15-06-2009

za dużo w tym wyrachowania i kombinowania, fee..nie podoba mi się.

Czytelnik_03 — 13:04 19-06-2009

A niech się nie podoba.
Ale jak widzę nieszczęśliwie zakochanych – to wrażliwości i spotaniczności w tym życzę im jak najmniej.
Podejrzewam, że i z tego wyrachowania też nie będą potrafili skorzystać.
Rozważania uważam za raczej akademickie – do ewentualnego rozwinięcia…

Czytelnik_86 — 18:30 14-02-2010

dobre, dobre. lepiej mi tak o tym myśleć. od dzisiaj będę wybaczać. żadnego sprzęzenia, jak to mówisz. spokój. dobre , serio.

Czytelnik_87 — 22:44 31-10-2010

Ale czy idąc na skróty, odrzucając rozsądek i opierając się na instynkcie nie zamienimy uczucia miłości na hedonistyczne zaspokajanie potrzeb? Wtedy trudno będzie się tym nasycić tak, aby wszystko szybko uciąć, być może bardziej prawdopodobną pochodną takiego działania będzie uzależnienie się od „chemii”?

Czytelnik_88 — 19:59 24-01-2011

Podoba mi się.
Jak byś kiedyś chciał/chciała to napisz coś więcej na maila.
;D

Czytelnik_89 — 13:35 25-01-2011

a ja nie potrafie w żaden sposób wyzbyć sie tego uczucia.. choc wiem ze mój ukochany nie chce byc ze mna… każdy z tych sposobów jest dla mnie nierealny… zbyt trudny.. a może to ja jestem słaba

Czytelnik_18 — 21:35 14-02-2011

rewelacja:) długo szukałam w sieci, aż w końcu– olśnienie.. to takie oczywiste, że aż trudne w dostrzeżeniu, a rozwiązanie leży, jak zawsze w umiejętnym wybaczeniu –tym razem– „że wzbudził nadzieję”. dzięki:)

Czytelnik_90 — 20:21 21-06-2011

niech ktos mi pomoże bo kocham czlowieka ktory mnie krzywdzi a jednak nie potrafie od niego odejść. próbowalam wielu rzeczy żeby go nawet znienawidzieć, ale im więcej o tym myśle tym bardziej go kocham, nie moge przestać o nim myśleć przypominają mi się cudowne chwile z nim. im szybciej od niego odchodziłam tym szybciej wracałam. pomóż mi zgadzam się z tym co piszesz ale na mnie to nie działa… pozdrawiam

Czytelnik_03 — 01:55 22-06-2011

Pisałem, że z tym jest jak z nerwicą – im bardziej walczysz tym gorsze efekty.
Więc im mniej o tym myślisz tym lepiej. Jeśli rozwiązanie które podałem uważasz za ryzykowne (bo tak może być – sam nie sprawdzałem) to na pewno w miarę dobrym rozwiązaniem wydaje się znalezienie czegoś co Cię zaabsorbuje do tego stopnia, że przestaniesz myśleć o tej miłości.
Zamiast walczyć to może lepiej pozwól jej wygasnąć. Tak po cichu – bez fanfar i scen.
Po prostu postaraj się mieć jak najmniej czasu na myślenie o tym.

Czytelnik_91 — 22:21 15-11-2011

hmm mam nerwicę i zgadzam się z Twoim porównaniem jej do miłości. Bardzo podobne irracjonalne odczucia, ciągle te same myśli, zaburzenia postrzegania, poczucie braku kontroli nad emocjami, a przy okazji swiadomosc i poczucia życia w pułapce, brak APETYTU, PROBLEMY z koncentracja i SNEM. Coś w tym jest:) Od zawsze sądziłam, że miłość to forma choroby. Jednak jeśli jest teoretycznie dobra to czy nerwica też? XD

Czytelnik_03 — 16:39 14-12-2011

bububu – to, że w wielu przypadkach to potrafi być przyjemna nerwica i pożądana – to i tak działa w podobny sposób (w fazie zauroczenia czy zakochania). I jak każda nerwica – jeśli się z nią nie walczy to zwykle w końcu sama przechodzi (miłość albo wygasa albo zmienia formę na bardziej dojrzałą).

Czytelnik_71 — 22:41 09-12-2011

POdoba mi się to co piszesz- zgadzam się z tym – przestać myśleć aby nie napędzać machiny- super. Tylko jak? Jak przestać myśleć? Mam odpowiedzialne stanowisko, ogrom zajęć, realizuję marzenia- w weekendy konie + koncerty jak się nadarzą, w tygodniu lekcje tańca + warsztaty, wieczorami jazda rowerem, 2 dzieci (czytaj ogrom obowiązków z nimi związanych) a jak wsiadam do auta to wypatruję jego auta, jak dostaję sms-a to licze że to od niego, jak gotuję lub sprzątam moje myśli biegają naokoło niego. Niestety jego prawie bezszelestne, prawie przypadkowe pojawianie się w moim zyciu jest chyba po to, abym nie zpomniała o nim. Tylko po co to robi? Rozbudza nadzieję za kazdym razem jak już ją uśpię.

Czytelnik_03 — 16:27 14-12-2011

Aż taki mądry to nie jestem. Powodów może być kilka.
Jak on tak bezszelestnie dokarmia nadzieję to faktycznie trudno przestać myśleć. Ot łobuz 🙂
Ale i tak zamiast walki z uczuciem doradziłbym cichą akceptację istniejącego stanu rzeczy. Zamiast się złościć na siebie i robić sobie wyrzuty.
Nie mówić sobie: jaka ja jestem głupia! Jest sms – dobra, sprawdzę czy nie od niego – bez ociągania się i stwarzania przed sobą pozorów. Samochody – dobra, sprawdzę czy nie ma akurat tego.
Jeśli uda się doprowadzić do tego, że stanie się to rodzajem zabawy zamiast walki – to sprawy trochę się wyprostują.
Przynajmniej będzie mniej szarpać.

Czytelnik_03 — 17:02 14-12-2011

bety – jeszcze raz (w związku z wpisem o głupocie).
Niechcący potwierdzasz swoje oburzenie na siebie za to uczucie.
Wybacz sobie. Zaakceptuj. Zamień w zabawę.
Każda zabawa w końcu się znudzi.
A walka może trwać wiecznie.

Czytelnik_92 — 17:24 21-12-2011

a co poradzić na milość nieszczesliwą, kiedy obie strony bardzo pragną byc ze sobą, ale trzyma je zycie które ułożyły sobie z kims innym jak dzieci, wspólny majątek kredyty, jak sprać się z takiego uczucia?

Czytelnik_93 — 19:02 28-03-2012

wszystko jak byc powinno….

Czytelnik_94 — 20:58 21-03-2013

Wiele , wiele lat temu przeżyłam obie. Rozstanie- porzucenie. Depresja, ciąża, urodzenie, troska o życie dziecka, jego śmieć, „wyleczyła” zdawało się skutecznie z „chorej ” miłości. Wyleczenie nieskuteczne, ponowny związek, zakończony małżeństwem trwający lat kilkadziesiąt. Jedyne usłyszane wyznanie tuż przed Jego śmiercią „Nigdy nie chciałem rozstać się. Byłaś najważniejsza w moim życiu. Dziękuję losowi że Cię spotkałem…” Jak to się ma do powyższych teorii?

Czytelnik_95 — 18:36 08-05-2013

dokładnie tak jak piszesz!

Czytelnik_96 — 17:53 10-07-2013

Po krótkiej analizie przeszłości, po przeczytanie tego tekstu… Wiesz, to nawet nieźle działa

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Miłość Nieszczęśliwa i odkochanie | Filozofijki | Klub Gęba