01.01.2011
MANOWCE ROZWOJU
Jak się patrzy na świat, który ma się rozwijać i kwitnąć – to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś zostało porządnie spieprzone.
Właściwie wiem co.
Jakby tak popytać ludzi – to nikt nie odpowie, że celem jego życia jest być uczestnikiem rozwoju technologicznego i wzrostu konsumpcji.
Nawet ci głupsi wyliczą szczerze lub mniej – ale wartości nieco bardziej górnolotne.
Niby ten wzrost konsumpcji i postęp technologiczny osobiście mamy głęboko gdzieś – ale to wokół tego kręci się świat.
Wiadomo dlaczego – bo pieniądze.
Ale nie takie chamskie pieniądze. Tylko pieniądze dla najbliższych, pieniądze na zdrowie, pieniądze na szczęśliwość… No przecież nie pieniądze na nic.
Taki sobie sens produkujemy.
Trwa globalny wyścig – tak właściwie nie wiadomo dokąd. Ktoś jest pierwszy, ktoś następny… ale gdzie jakaś meta, gdzie cel?
Metą może być tylko kres możliwości. Gdy dalszy rozwój konsumpcji stanie się niemożliwy. I gdzieś to zwyczajnie zacznie się kurczyć z powrotem. Może z hukiem, może łagodnie.
Nieważne. Bo przecież i tak nie o tą konsumpcję i technologię w życiu chodzi.
No to po co ten wyścig?
Ba! Żeby uczestniczyć w jakimś rozwoju!
Bo chciałoby się żyć w czasach rozwoju, no nie? Doświadczać coś, czego nie znały poprzednie pokolenia. Taka namiastka sensu istnienia naszego pokolenia.
Że to jest dość gówniany rozwój… ale jednak rozwój.
No niestety. Ani to fajne, ani to rozwijające, ani uszczęśliwiające – ale jest.
Rozwój zaliczony.
Pewnie jakby znów zapytać każdego z osobna, czy chciałby żyć w czasach stagnacji rozwojowej – odpowiedź byłaby negatywna.
Tylko, że to nie jest ten rozwój.
Co z tego, że mikroprocesory napierdzielają już miliony operacji na sekundę – jak ciągle nie znamy instrukcji obsługi człowieka. Co z tego, że możemy się skomunikować z prawie każdą osobą na świecie – jak zwyczajnie nie umiemy zrozumieć nawet tych najbliżej.
Na jaką cholerę nam te wszystkie gadżety?
Jak nie umiemy sobie radzić z porozumieniem, z byle depresją, z seksualnością, z sensem działania, z własnym zdrowiem i zwykłym strachem – to gadżety tylko odciągają uwagę, a nic nie załatwiają.
Poznanie instrukcji działania człowieka – gdyby przebiegało z podobną intensywnością jak rozwój technologii – już dawno by rozwiązało większość problemów, które zamęczają nas na co dzień i od święta.
Niestety, konstrukcją człowieka zajmuje się dość wąska grupa (w porównaniu do innych gałęzi) i to, śmiem twierdzić, nie najwybitniejsza.
Zamiast prawdziwej medycyny mamy farmację i chirurgię. Zamiast prawdziwej psychologii mamy techniki i terapie. Zamiast prawdziwej duchowości mamy religie.
Wiadomo dlaczego – bo pieniądze. Aha, pisałem to już.
No, ale jak się skąpi pieniędzy na rozwój w zakresie poznania instrukcji obsługi człowieka (Bo kto zarobi na zdrowym człowieku? Kto zarobi na szczęśliwym?) – to pozostaje nam rozwój technologii i konsumpcji.
Może kiedyś…
Bądź pierwszy, gdy otworzymy