01.01.2011
KOŚCIÓŁ A SEKS
Nie jest zdrową sytuacja, kiedy osoby, które oficjalnie wyrzekły się seksu, uzurpują sobie prawo orzekania w tych sprawach. Cała instytucjonalna część kościoła katolickiego oficjalnie seksu nie uprawia.
Oficjalnie…
Czyli wszelkie osobiste doświadczenie w sprawach seksu jest zdobywane potajemnie i jakby w sposób nieczysty.
Taki potajemny seks nie może być normalny.
Dodatkową wiedzę teoretyczną o seksie zdobywa kler w czasie spowiedzi – a więc jest to wiedza z tzw. drugiej ręki – od osób, które uważają to za grzech.
I głównie takie doświadczenie stoi u podstawy wyroków w tej sprawie. A wyroki w sprawach seksu prawie wszyscy funkcjonariusze kościoła formułują nader chętnie – wg swojego uznania.
Zbyt chętnie!
Co może wiedzieć taka przeciętna osoba duchowna o seksie?
Żaden kleryk nie doświadczył osobiście seksu czystego i pięknego – bo ten jest dla nich zabroniony. Dla nich każdy jest zabroniony, więc zostaje tylko seks potajemny, grzeszny i prawdopodobnie pod wpływem chuci – a nie świadomego wyboru.
Więc w świadomości wielu takich osób nie ma pięknego seksu.
A seks może być piękny. Poza małżeństwem też. Tylko księża ni zakonnicy nie mogą go doświadczyć.
Seks nie musi być wyładowaniem zwierzęcych chuci – może być pięknym połączeniem się ludzi w akcie całkowitego oddania się sobie nawzajem.
Czy w takim wzajemnym oddaniu może być cokolwiek brudnego?
Księża aprobują tylko ten małżeński. Niby pod patronatem miłości.
Seks, aby być piękny, potrzebuje bardziej wzajemnego szacunku do siebie niż miłości. Im mniej szacunku do partnera w seksie, tym bardziej jest on zwierzęcy. Nie każda miłość ma w sobie szacunek.
Seks jako całkowite oddanie się sobie nawzajem – potrzebuje tego szacunku, potrzebuje empatii, zrozumienia potrzeb i pragnienia uszczęśliwienia partnera.
Nic po miłości, kiedy seks jest egoistyczny lub rutynowy.
Małżeństwo tu niczego nie gwarantuje – a nawet częściej jest przeszkodą niż pomocą w pięknym seksie. Zbyt często jest rutynowy, zbyt często jest tylko wyładowaniem napięcia seksualnego.
Piękniejszy seks zdarza się ludziom, którzy nie uważają go za swoje prawo lub obowiązek.
Seks, na który trzeba zasłużyć, o który trzeba dbać.
Instytucja małżeństwa wcale temu nie sprzyja (chociaż jednak nie wyklucza).
Co przeciętni księża mogą wiedzieć o takim seksie?
Czy ktoś, kto przeżył piękny seks, pójdzie się z niego spowiadać? Żeby opowiadaniem i ewentualną reprymendą księdza popsuć całe piękno seksu?
Nie sądzę.
A może nawet i ktoś spróbował się wyspowiadać – ale nie wierzę, żeby ksiądz potrafił usłyszeć, dostrzec piękno tego seksu – bo dla księdza to i tak grzech. Tam nie ma miejsca na aprobatę.
A o czym może usłyszeć ksiądz na spowiedzi?
Że ktoś się puścił na imprezie… Że jakaś bogobojna para nie wytrzymała w czystości i teraz się sobą brzydzi… Że ktoś kogoś uwiódł… że ktoś żyje w nieślubnym związku…
Takie doświadczenie kształtuje świadomość ludzi kościoła. Wiedza ze spowiedzi i ewentualnie własny nieczysty seks.
Więc o seksie mówią wg swojego podziału – małżeński dobry, inny nie. Skąd? Dlaczego?
Kościół nie ma sensownej podstawy, aby wypowiadać się o seksie.
P.S.
Kościół wyrządza krzywdę wmawianiem, że seks pozamałżeński jest brudny – pakując do jednego worka prymitywną kopulację i czysty piękny seks.
Wszyscy, którzy uwierzą, że seks jest tylko kopulacją – nie będą potrafili doświadczyć czym seks może być. Zawsze zostanie jakiś cień obrzydzenia lub pogardy…
I niestety, dotyczy to również tych, którzy odrzucają nauki kościoła. Mimo, że nie stronią od seksu – traktują go jako prymitywną kopulację – bez żadnego wzajemnego przeżycia.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy