01.01.2011

Imigracja czy inwazja?

Imigracja czy inwazja

Chyba się narażę środowiskom humanistycznym, które walczą z ksenofobią i nietolerancją.

Ale nie potrafię nie zauważać problemu, które artykułują środowiska tradycyjnie nietolerancyje – chociaż robią to nieelegancko a nawet po chamsku.

Przyjmowanie uchodźców zagrożonych niebezpieczeństwem jest dobre i szlachetne. Tak. Gdzieś jest wojna, bieda, klęska – i trzeba sobie pomagać nawzajem.

I właśnie Europę zalewa fala uchodźców ze wschodniej Afryki, z regionów niespokojnych, niejednokrotnie objętych wojną.

No, ale co widać w medialnych doniesieniach? Wśród imigrantów starcy, kobiety i dzieci wcale nie przeważają. Stanowczo wielu młodych energicznych mężczyzn bezpardonowo próbujących dochodzić swoich praw.

Imigranci wcale nie zadowalają się miejscem bezpiecznym od wojny – tylko na siłę starają się dotrzeć do krajów najbogatszych z silnym środowiskiem imigranckim.

Czy to są biedni, wystraszeni wojną ludzie – czy raczej tzw. „Zielone Ludziki” Afryki wschodniej?

Można mieć spore wątpliwości.

Zwykli uchodźcy raczej zadowoliliby się spokojnym miejscem bez bomb i wystrzałów. A nie pakowali się w nowe niebezpieczeństwa przy nielegalnym przekraczaniu kolejnych przeszkód na drodze do bogatszych miejsc.

W Europie zachodniej wojny nie ma jeszcze – ale już jest dość gorąca atmosfera pomiędzy różnymi kulturowo rdzennymi mieszkańcami a przybyszami z Afryki. Na razie przewaga jest po stronie rdzennych mieszkańców – ale temperatura rośnie.

Imigranci starają się dotrzeć głównie do Niemiec, Francji i Anglii. Strach pomyśleć jak wyglądałby potencjał Europy, gdyby te 3 kraje zostały sparaliżowane przez zamieszki.

Czy to autentyczna fala wystraszonych uchodźców czy już inwazja? Tego chyba nikt nie wie – ale beztroską byłoby lekceważyć możliwość inwazji „zielonych ludzików” z Afryki.

Postępowi ludzie oburzają się na Rosję za prowadzenie wojny hybrydowej – czyli podstępne wprowadzanie swoich ludzi na tereny walk. A z drugiej strony ci sami ludzie, zupełnie bez zrozumienia obaw, potępiają Polaków przeciwnych przyjmowaniu imigrantów.

Mi się to nie klei!

Ja rozumiem obawy przed inwazją i daleki byłbym od potępiania postaw antyimigranckich.

Oczywiście, często się zdarza, że różne anonimowe wypowiedzi są bardzo chamskie i dość nieludzkie.

Ale skoro w oficjalnym obiegu poprawność polityczna nie pozwala nawet mieć wątpliwości co do charakteru imigracji – to nic dziwnego, że w obiegu nieoficjalnym te obawy wybuchają ze zdwojoną mocą.

Trzeba otwarcie przyznać, że nie ma pewności czy to czasem nie inwazja – i pomagać autentycznym uchodźcom w taki sposób, żeby zabezpieczyć się przed ewentualną agresją.

Wtedy może trochę ucichną te najbardziej ksenofobiczne wypowiedzi – uspokojone przez to, że ktoś z oficjalnych czynników nad tym czuwa.

A nie – Hura, chodźcie wszyscy!

Nie ma co lamentować nad upadkiem człowieczeństwa – bo może akurat ci „nietolerancyjni” ratują nam dupę. Kto wie…

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Imigracja czy inwazja? | Filozofijki | Klub Gęba