01.01.2011

Dobro na odległość

DOBRO NA ODLEGŁOŚĆ

Ludzie w ogromnej większości mają w sobie potrzebę czynienia dobra. Czasem tylko w mikroskali (wśród najbliższych), a czasem w skali całego świata.

Dzięki wszechobecnemu internetowi można czynić dobro na odległość. Dziecko chore gdzieś tam, biedne zwierzęta, bieda w Afryce, nietolerancja – można udostępniać, komentować, wpłacić, pomóc. Nie ma granic.

Da się czynić dobro na odległość.

Czy aby na pewno?

Załóżmy, że mam kupę kasy (naprawdę dużo!) i czasu.

Mogę uratować życie milionów dzieci w Afryce. Mogę.

Te dzieci dorosną i mogę ich wspomóc, aby nie żyły w biedzie. W jakimś stopniu mogę.

Ale i tak jakiś procent z tych dzieci zjawi się za jakiś czas u granic mojego świata w chęci lepszego życia. Mogę ich przyjąć, zapewnić jakieś warunki pobytu i umożliwić w miarę normalne życie. W jakimś stopniu mogę.

Nie uda się jednak zapewnić ich zadowolenia i samorealizacji. W końcu niektóre z nich zaczną sprawiać kłopoty. Bo życie na marginesie, bo kultura nie taka, bo drugiej kategorii.

W końcu któreś zrobi rozpierduchę na skalę medialną.

Żeby ratować spokój i bezpieczeństwo przybyszów oraz miejscowych, trzeba wspomóc służby zajmujące się bezpieczeństwem. Ograniczyć wolność, zwiększyć inwigilację, zwiększyć nakłady finansowe.

Bo jeśli nie – to część rdzennej ludności zacznie sama zajmować się działaniami odwetowymi.

To też są obywatele drugiej kategorii, tylko rdzenni. Sami czują się mało ważni i pomijani w swoim świecie. Bez wpływu na wielką politykę, na media. Nazywani hołotą, bydłem, rasistami. Więc robią to, w czym mogą poczuć się ważni – pielęgnują narodową tożsamość. Takie jest ich dobro.

Jeśli mam pieniądze i czas dla przybyszów, to mógłbym też pomóc tej rodzimej hołocie. Żeby nie czuli się pomijani i pogardzani.

Ale łatwiejsze wydaje się zakrzyczeć. Znają język – więc powinni zrozumieć co znaczy rasista, bydło i do budy. Spróbować zrobić ich jeszcze bardziej obywatelami drugiej kategorii. Może trzeciej.

Bo pieniędzy i uwagi nie wystarcza dla wszystkich.

Więc mamy już taki obraz: ograniczone wolności, więcej służb, frustracja po obu stronach rośnie.
Przybysze czują się jeszcze bardziej alienowani i sfrustrowani. Miejscowi coraz chętniej zerkają w kierunku rodzimej hołoty.

Czyli trzeba jeszcze bardziej przykręcić śrubę – bo inaczej z którejś strony puści.

I już na pomaganie nie ma kasy ani czasu.

Sytuacja się w końcu tak rozwinie, że ci, którzy będą w większości, zaprowadzą swój porządek. Pokojowo albo siłą.

I tak całe uszczęśliwianie na odległość diabli biorą.

Nie dziwię się, że zaczęło się przekazywanie władzy w ręce tych, którzy bardziej dbają o rodzimych obywateli drugiej kategorii. Zaczyna być ich coraz więcej.

Im więcej uwagi i pieniędzy dla dzieci, zwierząt, normalnych inaczej, przybyszów – tym mniej dla przeciętnych.

Chore dzieci, zwierzątka, nietolerancja, bieda – pomaganie na odległość to marnowanie czasu i pieniędzy. A także rozpraszanie uwagi i wrażliwości.

Jedyny sens ma pomaganie z bliska.

Stykając się osobiście z problemem można z wyczuciem coś dobrego zrobić. I tak z tym wyczuciem nie zawsze jest najlepiej. Ale chociaż można spróbować.

Poprawianie świata na odległość nic nie jest warte. Gorzej – stanowi protezę prawdziwego pomagania z bliska. Wzmaga agresję wobec odmiennych postaw.

Z bliska widać lepiej czy problemem jest brak pieniędzy, czy brak uwagi, czy może niewłaściwe spojrzenie na problem.

Internet ułatwił czynienie dobra na odległość. I często zrobił z tego parodię pomagania.

Lajk – 10gr, udostępnienie – 20 gr. Bijemy rekord polubień. Złapmy zwyrodnialca. Zmieńmy zdjęcie profilowe.

A także propagowanie dobra w agresywny sposób: rasistowskie bydło, faszyści, debile, mordercy…

Sam zaczynam odczuwać narastającą niechęć i agresję wobec takich działań.

Świata z odległości się nie poprawi. Można uzbierać na jakieś jednostkowe operacje, pomóc pojedynczym osobom lub zwierzętom, owszem. Ale świat i ludzie od tego lepsi nie będą.

Zamiast rozpowszechniać, agitować – weź konkretnie pomóż. I już.

Prawdziwe dobro czyni się z bliska. Powoli, na swoją małą skalę. Obok.

P.S. Takie pisanie to też naprawianie świata na odległość. To nikogo nie przekona.

Ale może pozwoli uporządkować myśli tym, którzy sami mają podobne wrażenia.

I dziwią się dlaczego ich to coraz bardziej irytuje.

← Filozofijki
Zostaw swój ślad na ścianie →

Bądź pierwszy, gdy otworzymy

Dobro na odległość | Filozofijki | Klub Gęba