01.01.2011
DLACZEGO NIE RELIGIA
Nie sposób w czasach intensywnych wojen światopoglądowych nie zająć własnego prywatnego stanowiska w sprawie.
Oczywiście, że to jest mało ważne dla świata co sobie uważam i dlaczego. I nie dlatego to piszę.
Tylko dlatego, że argumentacja jaka obecnie króluje, wprowadza mnie w zakłopotanie. Więc podzielę się swoją – aby nikt mnie nie posądzał o podobną niezborność umysłową.
Jako przyzwoity agnostyk nie opowiadam się w kwestii istnienia Boga lub nie.
Jednak nie mogę się zgodzić na wizję SuperEkstraMegaStwórcy jaką proponuje nam religia. Uważam tą wizję za uwłaczającą dla kreatywnego umysłu jaki dostaliśmy od ewentualnego Stwórcy.
Samo pojęcie Stwórcy, autora dzieła jakim jest Świat, uważam za nie pozbawione sensu. Jest dzieło – więc zupełnie prawdopodobne, że jest czynnik autorski. To Coś. Inicjator, Autor, Regulator.
Jednak religia uparła się, że To jest osobowe, wszechmocne, wszechkontrolujące, zazdrosne. Jako dowód przedstawia zapisy i świadectwa ludzi z minionych wieków – ludzi związanych z kultem SuperEkstraMegaStwórcy.
Istniejący od wieków kult Pana Boga doczekał się wielu mitów, anegdot, opowieści, historii. Zebrane razem mają świadczyć, wzajemnie się wspierając, o swojej prawdziwości.
Dodatkowo zostają wzmacniane szantażem emocjonalnym: „to Bóg dla ciebie zrobił tak wiele, a ty mu chcesz odmówić wdzięczności…”
Jest to zabieg porównywalny z sytuacją:
Przychodzi do mnie grupa ludzi i twierdzi, że uratowała mi życie bezinteresownie i z miłości, chociaż nic o tym nie wiem. W zamian oczekuje wdzięczności. Prawa częściowego dysponowania moim życiem – bo to życie im zawdzięczam.
Głupia sprawa.
Jeśli naprawdę uratowali mi życie, a ja ich przegonię – okażę się niewdzięcznikiem.
Ale z drugiej strony nie mam żadnego powodu im wierzyć. Wszystko opiera się na słowie ludzi, których nawet nie znam.
No i co robić?!
Tymczasem ci ludzie, którzy twierdzą, że uratowali moje życie z miłości do mnie – zaczynają mi grozić! Że jeśli okażę niewdzięczność, to oni mnie tak urządzą, że popamiętam!
!?!
No i już w tym momencie wiem, że cała gadka o miłości do mnie jest bujdą!
Ten sam zabieg stosuje religia.
Pisma i świadectwa są słowem ludzi, których nawet nie znam. Religia robi z tego cnotę: błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli.
No fajnie!
Gdyby jeszcze religia była zupełnie bezinteresowna. To kto wie… Ale nie jest!
Wizja SuperEkstraMegaStwórcy w zbyt oczywisty sposób pasuje do potrzeb kultu.
Taka powinna być SuperGwiazda. Idealna, doskonała, zachwycająca, kochająca swoich fanów, wszystkomogąca. Religia dokłada jeszcze możliwość ekstra – wyproszenie sobie dodatkowych łask za wierność.
Kult byłby jednak niepełny, gdyby zezwalał w jakikolwiek sposób na krytykę lub niesubordynację. Ale SuperStwórca jest dodatkowo obdarzony wszechpamiętliwą wszechkontrolą oraz surowym poczuciem sprawiedliwości – aby nikt nie śmiał marzyć, że jakieś przewinienie nie zostanie zauważone i zapamiętane.
Cała ta wizja SuperEkstraMegaStwórcy wyraźnie sugeruje podporządkowanie jej potrzebom kultu.
I tu dodatkowy problem: po co SuperEkstraMegaStwórcy kult samego siebie?
Rozumiem: próżna SuperGwiazda, ale naprawdę wielki Stwórca…
???
Stwórcy raczej niepotrzebny – ale kult jest podejrzanie korzystny dla funkcjonariuszy Fan Clubu Pana Boga. Bo to oni ustalają zasady funkcjonowania Fan Clubu, oni ustalają składki, oni rozliczają winy, które nigdy nie są przeoczone.
Dlaczego wszystkie zalety i wady wizji SuperEkstraMegaStwórcy są tak korzystne dla funkcjonariuszy Fan Clubu?
???
Mimo wszystko nie można tak absolutnie wykluczyć, że jakimś trafem ta wizja jest zgodna z prawdą.
…
Tak jak nie można wykluczyć, że środek całego wszechświata znajduje się akurat w moim pokoju.
Tylko… kto ma mi w to uwierzyć???
Tym bardziej, że nie obiecuję za to żadnych wiecznych przyjemności.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy