01.01.2011
ABORCJA BEZ EPITETÓW
Temat aborcji obrósł w sporach ideologicznych w epitety, oskarżenia o najgorsze pobudki i irracjonalne argumenty.
Walka powoduje sięganie po najbrudniejsze metody dyskusji. Dotyczy to obu stron sporu.
Zanim określę swoje stanowisko (co spowoduje, że jedna opcja zamknie się na wszelkie argumenty) przytoczę parę wstępnych założeń.
Życie jest darem.
Macierzyństwo jest stanem naturalnym i dobrym. Macierzyństwo jest miłością.
Każde dziecko ma prawo być chciane i zdrowe.
Płód jest zalążkiem konkretnego człowieka. Określonego już genami ojca i matki.
Kiedy w kobiecie powstaje zalążek człowieka – w sposób świadomie zaplanowany czy też zupełnie niechcący – kobieta staje w obliczu wezwania do poświęcenia części siebie, swojego życia, ciężaru, bólu – aż do dnia porodu.
Większość kobiet przyjmuje to wyzwanie z radością, z chęcią podzielenia się życiem – pomimo świadomości poświęceń, jakie ją czekają. W pełni gotowe są dać dar życia swojemu dziecku. Jest to dar miłości i życia – matki dla dziecka.
Część kobiet jednak nie czuje gotowości poświęcenia siebie dla tego dziecka. Powody bywają różne. Jedne – w ogóle nie chcą mieć dziecka, inne – nie w tym czasie, inne – nie z tym ojcem, inne – nie chore, i na końcu – przerażone nagłą sytuacją pragną, aby było jak przedtem.
Te kobiety nie mają chęci do takich poświęceń. Gotowe są nawet z pogwałceniem swojego organizmu, prawa, obyczaju – bronić się przed poświęceniem, jakiego wymaga urodzenie dziecka.
Czy kobieta ma prawo wzbraniać się przed poświęceniem siebie dla innego człowieka, którego zalążek się właśnie pojawił?
Nasza kultura niejednoznacznie podchodzi do poświęceń dla innego człowieka.
Jest to postrzegane jako szlachetne – o ile to dotyczy kogoś innego. Jednak, kiedy samemu stoi się przed wyborem: poświęcenie czy nie? – to już odpowiedzi nie są wcale takie szlachetne.
Nie ma przymusu oddawania krwi, szpiku czy nerki, a także pieniędzy, ani narażania życia lub zdrowia. Jest to pozostawione pełnej dobrowolności jednostek.
Ludzie kupują sobie spokój stwierdzeniem: nie ja uratuję, to może uratuje ktoś inny. W końcu to dla mnie nikt bliski.
Kobieta nie dostaje możliwości takiej wymówki. Tylko ona może uratować to życie – kosztem własnego poświęcenia.
Czy na pewno wolno nam wymagać od kogoś poświęcenia, do którego on nie ma chęci?
Brak chęci kobiety, do poświęcenia dla nowego życia, często wynika z przerażenia nową sytuacją. Po akcie namiętności, nie zawsze związanym ze stałymi głębokimi uczuciami, pojawia się sytuacja, w której całe dotychczasowe życie staje przed koniecznością nagłej zmiany wszelkich planów, aspiracji, statusu, sympatii.
Nie dziwi to przerażenie.
Przerażenie nie będzie mogło zmaleć, jeśli sytuacja będzie wydawać się osaczająca, bez żadnej nadziei na możliwość wpływania na swój los.
Gdyby pojawiła się nadzieja, że jeszcze nie wszystko przesądzone – przerażenie mogłoby ustąpić. I do głosu mogłyby dojść inne racje – których nie brakuje.
Ale w stanie przerażenia pojawia się ślepa desperacja. A od tego już krok do desperackich czynów.
Również jest ważnym pytaniem: ile tego poświęcenia mamy prawo wymagać?
Jeśli nowe życie jest obciążone chorobą, zagrożeniem lub niechcianym ojcostwem…
Czy mamy prawo wymagać od kobiety aby poświęciła swoje następne potencjalne dzieci – zdrowe i z kochanego ojca – aby w drodze poświęcenia ochroniła ten zalążek człowieka chorego lub niechcianego?
Bo to już nie te czasy, że kobieta bezwolnie rodzi jedno dziecko za drugim – i ma małe znaczenie ile i jakie.
Teraz urodzić upośledzone dziecko – to prawie wyrok na następne dzieci.
Urodzić dziecko niechciane – to zubożenie doświadczenia macierzyństwa – czyli zniechęcenie do następnych dzieci – być może bardziej chcianych.
Nie zgadzam się ze zwolennikami prawa do aborcji, że płód to takie abstrakcyjne coś. To zalążek konkretnego człowieka. Ale nawet niezapłodnione jajeczko to zalążek człowieka – i nie należy popadać w skrajności. W żadną stronę.
Śmierć jest pisana wszystkim. Ważne, żeby śmierć nie była głupia lub nienawistna, a wszelkie życie było dobre i niosło jak najmniej cierpień.
Każde dziecko ma prawo być zdrowe i chciane.
Każda kobieta ma prawo mieć takie dziecko jakiego pragnie, a nie takie, jakie przypadek jej narzucił.
Jeśli dziecko ma urodzić się chore lub niechciane – to nie powinno się zmuszać nikogo do poświęceń wbrew sobie – zanim nie powoduje to większych cierpień.
Można prosić, przekonywać, argumentować – ale nie wyzywać lub zmuszać.
Znakiem macierzyństwa powinna być miłość – a nie przymus i groźby.
Bądź pierwszy, gdy otworzymy